Ta rana się nie zabliźnia

drukuj
Opracował Jerzy Wojtkiewicz, 09.04.2020

W pamięć o Katyniu

Po agresji sowieckiej 17 września 1939 roku na wschodnie tereny Rzeczypospolitej, w niewoli znalazło się około 250 tysięcy polskich jeńców, w tym – około 10 tysięcy oficerów. Na początku października władze sowieckie zadecydowały o zwolnieniu szeregowców, pochodzących z tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Ponadto, w przybliżeniu 25 tysięcy jeńców zatrudniono przy budowie drogi Nowogród Wołyński – Korzec – Lwów.

Ogółem do końca 1939 roku zwolniono około 85 tysięcy szeregowych żołnierzy. W październiku i listopadzie tegoż roku, na mocy stosownych porozumień, Sowieci wydali Niemcom 42 491 jeńców. W zamian strona niemiecka przekazała 13 757 osób wziętych do niewoli przez Wehrmacht, a pochodzących ze wschodnich terenów Rzeczypospolitej, z których Sowieci zatrzymali tylko oficerów i policjantów, pozostałych zwolniono.
Resztę jeńców zgrupowano w trzech dużych obozach specjalnych. Kadrę oficerską zgromadzono w obozach w Starobielsku i Kozielsku. Policjantów, pracowników straży więziennej, funkcjonariuszy wywiadu i kontrwywiadu ulokowano w Ostaszkowie. System trzech obozów specjalnych przetrwał w niezmienionym kształcie aż do ich likwidacji wiosną 1940 roku.
Wszystkie trzy obozy specjalne mieściły się w zabudowaniach poklasztornych. Obóz w Kozielsku w obwodzie smoleńskim znajdował się około 250 kilometrów na południowy wschód od Smoleńska, obóz starobielski na Ukrainie położony był około 250 kilometrów na wschód od Charkowa, trzeci obóz specjalny w Ostaszkowie mieścił się na wyspie Stołobnyj jeziora Seliger.
Obozy nie były należycie przygotowane do przyjęcia tak dużej liczby jeńców. W pomieszczeniach panowała ciasnota, wilgoć, zaduch. Jednak z czasem warunki się poprawiły, gdyż siłami tu przetrzymywanych remontowano i dobudowywano baraki oraz pomieszczenia gospodarcze. Przed zimą uwięzionym wydano koce oraz zapewniono słomę do sienników. 
Sowieci prowadzili wśród jeńców intensywną pracę agitacyjno-propagandową, co miało służyć ich reedukacji w duchu ideologii komunistycznej. W przedsięwzięciu tym główną rolę odgrywali oficerowie z wydziału politycznego. W indywidualnych rozmowach i grupowych pogadankach starali się przekonać uwięzionych o wyższości ustroju sowieckiego nad burżuazyjnym. Jeńcom zalecano czytanie prasy sowieckiej, organizowano pokazy filmów propagandowych. 
Polskich oficerów zmuszano do wysłuchiwania wulgarnej krytyki stosunków wewnętrznych, polityki zewnętrznej i kultury w przedwojennej Polsce. Na porządku dziennym były oszczerstwa i wyzwiska pod ich adresem, kpiny z postawy Wojska Polskiego we wrześniu 1939 roku. Jednocześnie wychwalano zdobycze oraz osiągnięcia polityczne i socjalne Związku Sowieckiego. Wielu oficerów polemizowało lub ignorowało prymitywne argumenty agitatorów, czym narażali się na częstsze przesłuchania, a nawet na izolację od pozostałych jeńców.
O tym, że znakomita większość oficerów nie uległa namowom enkawudzistów, w głównej mierze zadecydowała postawa starszych oficerów, którzy dbali o dyscyplinę, organizowali obchody świąt państwowych i religijnych. Organizowano potajemne kółka samokształceniowe w zakresie języków obcych i sztuki wojennej oraz różnych dyscyplin wiedzy pozawojskowej. Ważna dla podtrzymywania żołnierskiego morale była możliwość korespondencji, jaką jeńcy otrzymali w listopadzie 1939 roku. Jednakże władze obozowe starały się przeciwdziałać wszelkim przejawom niezależnych inicjatyw jeńców, mających na celu podtrzymania ducha polskości.
Przez cały czas w obozach trwały intensywne prace tzw. oddziałów specjalnych oraz skierowanych dodatkowo wysokich funkcjonariuszy NKWD. Celem ich działalności było przede wszystkim pełne rozpracowanie przebywających tam oficerów i przygotowanie dokumentacji na ich temat. Enkawudziści mieli śledzić i przeciwdziałać "zorganizowanym formom oporu" i "wszelkiej działalności kontrrewolucyjnej", prowadzić ciągłe przesłuchania jeńców w celu ujawnienia ukrywających się wśród nich oficerów wywiadu i kontrwywiadu, członków partii politycznych, uczestników wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, organizatorów "wrogiej ludowi pracującemu działalności w pańskiej Polsce".
Przesłuchania jeńców zakładały sporządzenie ich dokładnej charakterystyki, na której podstawie władze sowieckie miały podjąć decyzję o dalszym losie, a także wytypowanie osób do ewentualnego wykorzystania ich przez wywiad sowiecki. Jednak kilkutygodniowe przesłuchania prowadzone przez oficerów NKWD z reguły nie przynosiły efektów w postaci pozyskania jeńców do współpracy z Sowietami.
Władze sowieckie były świadome, że ci pozostawieni przy życiu ludzie nigdy nie pogodzą się z sowieckim zaborem Polski i przy pierwszej okazji staną się najgorliwszymi bojownikami o jej niepodległość. Aby temu zapobiec, ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrentij Beria 5 marca 1940 roku przedstawił na forum Biura Politycznego KC WKP(b) notatkę, zawierającą propozycję wymordowania polskich jeńców wojennych, przetrzymywanych w trzech obozach specjalnych NKWD. Kremlowska wierchuszka, decydując się na ten barbarzyński krok, miała nadzieję pogrzebać na zawsze ideę wolnej Polski.
Wyrokowi śmierci na polskich jeńcach jeszcze tego samego dnia potaknęli członkowie Biura Politycznego KC WKP(b). Podpisy "za" złożyli: Józef Stalin, Klimient Woroszyłow, Anastas Mikojan, Wiaczesław Mołotow. Zgodę wyrazili również nieobecni Michaił Kalinin i Łazar Kaganowicz. Konkretne decyzje w sprawie mordowania Polaków miało podejmować powołane do tego celu Kolegium Specjalne NKWD, sławetna "trójka" w składzie: Wsiewołod Mierkułow – pierwszy zastępca komisarza ludowego spraw wewnętrznych, Bogdan Kobułow – zastępca komisarza ludowego spraw wewnętrznych, Leonid Basztakow – naczelnik 1 Wydziału Specjalnego NKWD ZSRS.
Ponadto podjęta również 5 marca 1940 roku uchwała Biura Politycznego KC WKP(b) skazała na najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie kolejne 11 tysięcy osób: "członków różnorakich kontrrewolucyjnych organizacji, byłych obszarników, fabrykantów, byłych polskich oficerów, urzędników i uciekinierów", znajdujących się w więzieniach tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi.
Jednocześnie przyjęcie wniosku Berii o fizycznej likwidacji polskich jeńców i części więźniów dało początek szeroko zakrojonej akcji "rozładowania" obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. W marcu 1940 roku w Moskwie w trybie pilnym odbyło się szereg narad z udziałem wysokich funkcjonariuszy NKWD oraz kierownictwa obozów jenieckich. Rozstrzygano na nich kwestie techniczne jak m.in. wysyłki skazanych na miejsce egzekucji, sposób ich konwojowania i ukrycie przed jeńcami rzeczywistego celu akcji.
Do obozów jenieckich przybyły z Moskwy grupy wysokich rangą funkcjonariuszy NKWD. Przysłano tam również pociągi z wagonami więziennymi do przewozu jeńców oraz koparki do przygotowania masowych grobów. Zarządy poszczególnych obozów zostały zobowiązane do sporządzenia odpowiednich akt ewidencyjnych jeńców.
Przed 80 laty, po trwających miesiąc przygotowaniach, 3 kwietnia 1940 roku przystąpiono do nie znającego precedensu aktu ludobójstwa. Jak wyglądał przebieg mordu? W Kozielsku osoby, które znalazły się danego dnia na listach śmierci, zgłaszały się na zbiórkę, były poddawane rewizji, otrzymywały prowiant na drogę i w konwoju jechały zamkniętymi ciężarówkami na stację kolejową. 
Następnie jeńcy przesiadali się do zakratowanych wagonów, którymi dojeżdżali na stację Gniezdowo koło Smoleńska. Stamtąd w specjalnych więziennych karetkach ("czornyj woron") byli przewożeni do Lasu Katyńskiego. Tam odbywała się kolejna rewizja, po czym następowała egzekucja strzałem w tył głowy lub kark. Ciała zamordowanych w łącznej liczbie 4 404 osób wrzucano do masowych grobów. Pewna grupa jeńców (m.in. księża) została zamordowana w piwnicach wewnętrznego więzienia NKWD w Smoleńsku. W miejscu ukrycia zwłok posadzono młode sosny.
3896 jeńców z obozu starobielskiego, po rewizji, przewieziono koleją do Charkowa. Z dworca kolejowego trafiali do wewnętrznego więzienia w obwodowym zarządzie NKWD. W nocy pojedynczo wyprowadzano ich do piwnicy. Po rewizji i skrępowaniu rąk trafiali do pomieszczenia bez okien, gdzie odbywała się egzekucja poprzez strzał w kark. Tej samej nocy zwłoki zwożono do Parku Leśnego nieopodal Piatichatek. Tu na strzeżonym terenie wrzucano je do przygotowanych uprzednio głębokich wykopów.
Podobna procedura obowiązywała w Ostaszkowie. Po rewizji 6287 więzionych gnano pierwotnie pieszym konwojem do stacji kolejowej Soroga. Stamtąd transportowano ich do Kalinina, gdzie samochodami byli przewożeni do wewnętrznego więzienia obwodowego zarządu NKWD. Jeńców pojedynczo doprowadzano do tzw. "czerwonej świetlicy", by zweryfikować ich dane personalne. Następnie krępowano im ręce, wprowadzano do wytłumionego wojłokiem pomieszczenia i mordowano strzałami w potylicę. Zwłoki ofiar ładowano na ciężarówki i wywożono do lasu w pobliżu Miednoje, gdzie wrzucano je bezładnie do wykopanych wcześniej dołów.
W sumie z trzech obozów: w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie zamordowano 14 587 osób. Egzekucje trwały od początku kwietnia do trzeciej dekady maja. Z powyższych obozów – z różnych względów – ocalało jedynie 395 osób (według innych źródeł – 448), które skierowano do obozu Pawliszczew Bór, a następnie – do Griazowca. Rozstrzelano również 7 305 osób, przebywających w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. W ten sposób na podstawie decyzji Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 roku wyrok śmierci wykonano na 21 892 polskich jeńcach wojennych i więźniach.
Warto nadmienić, że w nocy z 12 na 13 kwietnia, kiedy NKWD w bestialski sposób uśmiercało elitę polskiego narodu, ich rodziny stały się ofiarami masowej deportacji w głąb ZSRS, przeprowadzanej przez władze sowieckie. Decyzję o tym Rada Komisarzy Ludowych podjęła 2 marca 1940 roku. Według danych NKWD, w czasie dokonanej wówczas wywózki zesłano łącznie około 61 tysięcy osób, głównie do Kazachstanu.
Pomimo starannego ukrycia przez sowieckich oprawców samego faktu zbrodni, jak też miejsc pochówku jej ofiar, ta wyszła częściowo na jaw już w 1943 roku. Masowe groby w Katyniu odkryli przypadkowo polscy robotnicy przymusowi, o czym powiadomili władze niemieckie, które rozpoczęły tam prace ekshumacyjne. Informacje o odkryciu masowych grobów Niemcy podali do publicznej wiadomości 13 kwietnia 1943 roku. 
W odpowiedzi sowieckie Biuro Informacyjne 15 kwietnia ogłosiło, że polscy jeńcy byli zatrudnieni na robotach budowlanych na zachód od Smoleńska i "wpadli w ręce niemieckich katów faszystowskich w lecie 1941 roku, po wycofaniu się wojsk sowieckich z rejonu Smoleńska". Komunikat stwierdzał: "Niemieckie zbiry faszystowskie nie cofają się w tej swojej potwornej bredni przed najbardziej łajdackim i podłym kłamstwem, za którego pomocą usiłują ukryć niesłychane zbrodnie, popełnione, jak to teraz widać jasno, przez nich samych".
Tego samego dnia, rząd RP na uchodźstwie polecił swojemu przedstawicielowi w Szwajcarii zwrócić się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z prośbą o powołanie komisji do zbadania odkrytych grobów. 17 kwietnia 1943 roku strona polska złożyła w tej sprawie oficjalną notę w Genewie, dowiadując się jednocześnie, iż wcześniej również Niemcy zwrócili się do MCK o wszczęcie dochodzenia.
Działania władz niemieckich, zmierzające do sprowokowania konfliktu pomiędzy aliantami, miały wywołać wrażenie, że postępowanie Berlina i polskiego rządu są ze sobą koordynowane. Joseph Goebbels zanotował w swoim dzienniku: "Sprawa Katynia przeradza się w gigantyczną polityczną aferę, która może mieć szerokie reperkusje. Wykorzystujemy ją wszelkimi możliwymi sposobami".
Moskwa bardzo ostro zareagowała na propozycję dochodzenia prowadzonego przez MCK. 19 kwietnia 1943 roku sowiecki dziennik "Prawda" opublikował artykuł zatytułowany "Polscy pomocnicy Hitlera". Przeczytać w nim można było m.in.: "Oszczerstwo gwałtownie się szerzy. Zanim wysechł atrament na piórach niemiecko-faszystowskich pismaków, ohydne wymysły Goebbelsa i spółki na temat rzekomego masowego mordu na polskich oficerach, dokonanego przez władze sowieckie w 1940 roku, zostały podchwycone nie tylko przez wiernych hitlerowskich służalców, ale co dziwniejsze, przez ministerialne kręgi rządu generała Sikorskiego (…).
Polscy przywódcy w niewybaczalny sposób poszli na lep chytrej prowokacji Goebbelsa i w rzeczywistości podtrzymali nikczemne kłamstwa i oszczercze wymysły katów narodu polskiego. Wobec tego trudno się dziwić, że Hitler też zwrócił się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z propozycją przeprowadzenia "dochodzenia" na miejscu zbrodni, przygotowanej rękoma jego mistrzów w sztuce zabijania".
Ujawnienie zbrodni przez Niemców posłużyło Sowietom za pretekst do zerwania stosunków dyplomatycznych z rządem polskim w Londynie.
21 kwietnia 1943 roku Stalin wysłał tajne i jednobrzmiące depesze do prezydenta Franklina Roosevelta i premiera Winstona Churchilla, w których zarzucał rządowi gen. Władysława Sikorskiego prowadzenie w zmowie z Hitlerem wrogiej kampanii przeciwko Związkowi Sowieckiemu. "Wszystkie te okoliczności – pisał Stalin – zmuszają Związek Sowiecki do stwierdzenia, że obecny rząd polski (...) faktycznie zerwał sojusznicze stosunki z ZSRS i zajął pozycję wroga wobec Związku Sowieckiego". Władze amerykańskie i angielskie, choć posiadały pełną informację o prawdziwych sprawcach zbrodni, wolały milczeć w obawie, by Stalin nie wycofał się z koalicji antyhitlerowskiej.
Formalne zerwanie stosunków dyplomatycznych przez Moskwę z polskim rządem na uchodźstwie nastąpiło w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku. Był to pierwszy krok sowieckiego dyktatora w kierunku stworzenia własnej marionetkowej ekipy do rządzenia Polską. 
Wobec zablokowania przez Sowietów przeprowadzenia śledztwa w sprawie katyńskiej przez MCK, Niemcy zorganizowali własne dochodzenie. 28 kwietnia 1943 roku na miejsce zbrodni na zaproszenie władz niemieckich przyjechała grupa międzynarodowych ekspertów medycyny sądowej i kryminologii. Przewodniczącym zespołu został doktor Ferenc Orsos, dyrektor Instytutu Medycyny Sądowej w Budapeszcie. Eksperci jednomyślnie podpisali sprawozdanie, w którym stwierdzali, iż egzekucje na polskich jeńcach wykonano w marcu i kwietniu 1940 roku. 
Chociaż Niemcy potraktowali tę sprawę instrumentalnie i propagandowo, działania przez nich inspirowane dowiodły niezbicie, że zbrodnia miała miejsce w 1940 roku, zatem jej sprawcami mogli być tylko Sowieci. Odkrycie grobów katyńskich odsłaniało jedynie część prawdy, ponieważ w dalszym ciągu stanowiło tajemnicę, co stało się z jeńcami pozostałych dwóch obozów.
Po zajęciu Smoleńska pod koniec września 1943 roku przez Armię Czerwoną, władze sowieckie powołały specjalną komisję do przeprowadzenia dochodzenia w sprawie Katynia pod przewodnictwem prof. dr. Nikołaja Burdenki. 
24 stycznia 1944 roku, po ekshumacji 925 odpowiednio spreparowanych ciał polskich oficerów, wspomniana komisja, brnąc dalej w perfidnym kłamstwie, ogłosiła, że zbrodni na Polakach dokonali Niemcy między wrześniem a grudniem 1941 roku. 
Przez długie lata Polski Ludowej temat Zbrodni Katyńskiej pozostawał wyraźnie tematem tabu i był składany w ofierze tzw. braterskich stosunków między Warszawą a Moskwą. W połowie lat 70. ubiegłego wieku peerelowska cenzura wydała notatkę, aby w ocenie Zbrodni Katyńskiej kierować się wyłącznie opinią… Bolszoj Sowietskoj Encyklepedii, co było równoznaczne ze wzbranianiem obarczania Związku Radzieckiego winą za śmierć polskich oficerów w Lesie Katyńskim. Opinii publicznej natrętnie wmawiano, że zostali oni "rozstrzelani przez Niemców". By przeciwstawić się temu zakłamaniu 21 marca 1980 roku na znak protestu na Rynku Głównym w Krakowie dokonał samospalenia Walenty Badylak, były żołnierz Armii Krajowej.
Nieocenione zasługi w ujawnieniu prawdy o tym, co się stało z polskimi jeńcami w 1940 roku, położył pozostający po wojnie na emigracji Stanisław Swianiewicz, notabene jedyny jeniec sowieckiego obozu z Kozielska, którego w 1940 roku wycofano z transportu śmierci, dzięki czemu ocalał.
"Ten pobyt w pobliżu Lasku Katyńskiego zaciążył na całym moim późniejszym życiu. Od czasu, gdy w 1943 roku prawda o Katyniu stała się jasna, miałem ciągłe poczucie, że jeżeli Opatrzność uratowała mnie jedynego z czterech z górą tysięcy oficerów kozielskich wiezionych na stracenie i pozwoliła osiągnąć świat ludzi wolnych, to wynika stąd, że ciąży na mnie jakiś obowiązek" – pisał autor wspomnień "W cieniu Katynia", których pierwsze wydanie ukazało się w roku 1976 w Instytucie Literackim w Paryżu. 
Dopiero schyłek epoki gorbaczowskiej, przynoszący politykę "głasnosti" (jawności) doprowadził do prawdziwego przełomu w sprawie wyjaśnienia Zbrodni Katyńskiej. Podczas wizyty prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego w Moskwie 13 kwietnia 1990 roku prezydent Michaił Gorbaczow przekazał mu część odnalezionej w archiwach dokumentacji. Były to głównie imienne listy śmierci z obozów w Kozielsku i Ostaszkowie. Kolejną część dokumentów na polecenie prezydenta Borysa Jelcyna przekazano stronie polskiej w 1992 roku. Na początku lat 90. przeprowadzono również masową ekshumację grobów w Charkowie i Miednoje, ponad wszelką wątpliwość lokalizując miejsca pochówku jeńców ze Starobielska i Ostaszkowa.
Niestety, ciągle nie znamy okoliczności mordu ani miejsca spoczynku ofiar zbrodni katyńskiej, przetrzymywanych w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. Tylko udostępnienie wszystkich dokumentów przez stronę rosyjską, a więc ujawnienie całej prawdy o sowieckich zbrodniach z wiosny 1940 roku może jednoznacznie wyjaśnić okoliczności, sprawców, dokładną liczbę i tożsamość zamordowanych Polaków.
W 2000 roku, w 60. rocznicę mordu katyńskiego, w Charkowie, Katyniu i Miednoje zostały otwarte polskie cmentarze. Śledztwo w sprawie zbrodni prowadzi Instytut Pamięci Narodowej. Historycy IPN uważają ją za ludobójstwo, ze względu na ideologiczne umotywowanie względami narodowymi oraz masowość egzekucji. We wrześniu 2004 roku zakończyło się 14-letnie śledztwo rosyjskiej prokuratury wojskowej. Rosjanie uznali, że mord nie był ludobójstwem i nikogo nie postawili przed sądem.
Przed 10 laty, 7 kwietnia 2010 roku, na trzy dni przed katastrofą lotniczą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, ówczesny polski premier Donald Tusk i szef rosyjskiego rządu Władimir Putin wzięli udział w uroczystościach z okazji 70. rocznicy mordu NKWD na obywatelach II Rzeczypospolitej. W Lesie Katyńskim obaj premierzy oddali hołd rozstrzelanym Polakom oraz ludności sowieckiej, która w latach 30. ubiegłego wieku padła ofiarą stalinowskich represji.
Po odprawieniu ekumenicznej modlitwy na polskiej wojskowej nekropolii i odczytaniu apelu pamięci szefowie rządów przeszli na rosyjską część cmentarza, a następnie wygłosili przemówienia w miejscu, gdzie rozwidlają się drogi, prowadzące do polskich i rosyjskich mogił.
Choć zabierający głos Donald Tusk gorąco apelował o ujawnienie całej prawdy o Zbrodni Katyńskiej, mimo upływu dziesięciolecia, władze na Kremlu wolą nadal mówić o niej raczej półgębkiem niż szeroko otwartymi ustami. Pytanie: "jak długo jeszcze?" pozostaje zatem nadal otwarte…
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2020

POLITYKA

  • Centroprawica "rozdaje karty"
  • Na bieżąco
  • Była o krok od monarchii

GDY ŻYCIA DOCZESNEGO KRES

  • Czas ucieka, wieczność czeka
  • Pogrzeb Józefa Piłsudskiego
  • "Nie spłonąć na tym stosie"
  • Tu spoczywa autorka "Nad Niemnem"
  • Zaduszki poetyckie

FAKTY – MITY – POMÓWIENIA

  • Sprawa Józefa Mackiewicza

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewcy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów

DIALOG DWÓCH KULTUR

  • Na wysokim brzegu

POZNAJMY POLSKĘ

  • Tam, gdzie były tereny Prusów

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O ostrożności

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie