Zawsze młodzi. Towarzystwo Filomatów

drukuj
Alicja Dzisiewicz, starszy kustosz Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece Uniwersytetu Wileńskiego, 16.10.2017

W wieku XIX Wilno było centrum ogromnego szkolnego okręgu wileńskiego, obejmującego tereny byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, podzielonego na gubernie: wileńską, grodzieńską, witebską, mohylewską, mińską, kijowską, podolską oraz wołyńską. Cały okręg znajdował się w gestii Imperatorskiego Uniwersytetu Wileńskiego, zwącego się tak od 1803 roku. Uczelnią kierował rektor, a obowiązki kuratora, czyli pośrednika między Alma Mater a rządem, pełnił przyjaciel dzieciństwa cara – książę Adam Czartoryski.

W Wilnie w omawianym czasie tworzą się i mniej lub bardziej legalnie działają liczne organizacje bądź towarzystwa:
masoni;
węglarze;
gminy Towarzystwa Patriotycznego;
Towarzystwo Lekarskie (1805);
Towarzystwo Dobroczynne (1807);
Towarzystwo Biblijne (1816);
Towarzystwo Szubrawców (1817);
Towarzystwo Topograficzne (1818);
Towarzystwo Wspierania Niedostatnich Uczniów (1821).
Studenci Uniwersytetu Wileńskiego też chcą mieć swoją organizację, dlatego w roku 1805 studenckie Towarzystwo Naukowe zakłada Józef Twardowski – późniejszy (1826-1832) rektor Uniwersytetu. Wśród jego członków znajdował się też Joachim Lelewel, zwący to towarzystwo Towarzystwem Filomatycznym.
Z wymienionych powyżej organizacji żadna jednak znaczeniem i zdobytym rozgłosem nie dorównuje Towarzystwu Filomatów, którego 200-lecie zawiązania się akurat obchodzimy. Wszystko zaczęło się od tego, że Adam Mickiewicz i Tomasz Zan zaproponowali koledze Józefowi Jeżowskiemu założenie organizacji studenckiej, przedstawili mu żartobliwie ułożone ustawy i zaproponowali, by będąc wiekowo najstarszym, podjął się przywództwa. Jeżowski potraktował sprawę serio, gdyż przerobił ustawy, nawiązując w nich do poważnych tradycji towarzystwa Twardowskiego i Lelewela. 
1 października 1817 roku kilku studentów Uniwersytetu Wileńskiego zebrało się na inauguracyjnym zebraniu nowej organizacji – Towarzystwa Filomatów. Młodzi i ambitni od chwili tej będą szczególnie narażeni na baczną lustrację władzy carskiej, nieustannie badającej każdy zakątek Imperium Rosyjskiego na obecność tajnych organizacji spiskowych. Początkowo Towarzystwo zachowuje konspirację jedynie przed dorosłymi i niepożądanymi rówieśnikami. Z czasem, gdy filomaci postawią przed sobą nowy cel – pracę dla dobra ojczyzny, staną się organizacją ściśle konspiracyjną. Jej istnienie, w nabierającym rozpędu od maja 1823 roku procesie filaretów, zostanie wykryte dopiero w lutym 1824 roku.
Młodzieńcy opracowali, a następnie doskonalili kolejne ustawy (I – 1817; II – 1818; III – 1819). Już pierwsze wyłaniają cele i zasady ich organizacji:
1. Ćwiczenia naukowe, mianowicie sztuka pisania, udzielanie wzajemnej w naukach pomocy, są celem Towarzystwa Filomatycznego;
2. Skromność, otwartość, szczera chęć pożytku, przyjacielska poufność członków, tajemnica wszystkich czynności są zasadą, na której byt i trwałość Towarzystwa polega.
3. Ani wiek, ni urzędy, ni zaszczyty, ni bogactwa, ni talenta, równości w Towarzystwie znosić nie mają.
Wybrany na prezydenta Józef Jeżowski podczas odbywających się co trzy miesiące kolejnych wyborów zachowywał niezmiennie to stanowisko, funkcję skarbnika pełnił natomiast Erazm Poluszyński, a sekretarza – Tomasz Zan. Co niedziela spotykano się na zebraniach u Onufrego Pietraszkiewicza, który od początku istnienia organizacji zaczął gromadzić dokumenty (księgi ustaw, listy członków, protokoły posiedzeń, najróżniejsze inne pisma). Złożą się one na przyszłe archiwum filomatów, skrzętnie przechowywane przez trzy kolejne pokolenia w rodzinie Pietraszkiewiczów, aż staraniem Polskiej Akademii Umiejętności ukażą się drukiem w latach 1913-1934.
Filomaci opracowali prawidła przyjmowania nowych członków: przepustką do organizacji była rekomendacja któregoś ze stałych członków Towarzystwa; sporządzona pisemnie obszerna nota biograficzna oraz udzielenie pisemnej odpowiedzi na szereg pytań. Każdy z nowicjuszy musiał złożyć przysięgę o następującej treści: Ja NN własną wolą i prawną szanownych członków zgodą wcielony do Towarzystwa Filomatycznego, słowem honoru i uczciwości przyrzekam święte przestrzeganie jego przepisów, które są ustanowione i które podług prawa ustanowione będą.
Podpis NN.
Prezydent Józef Jeżowski w jednym z pierwszych przemówień podkreślił, że każdy, kto raz został filomatą, jest nim: nie na chwilę, nie dla zabawy, ale na całe życie.
Czym się zajmują filomaci? Uczą się! Na zebraniach przedstawiają tłumaczone przez siebie prace i utwory obce, a po czym – własne utwory oryginalne. Wiele czytają, nabywając książki z organizowanych składek, a prenumerowane ważniejsze czasopisma zachodnie i rosyjskie rozdzielają między sobą. Na zebraniach każdy ma zapoznawać innych z najnowszą informacją o postępach wiedzy, odkryciach, wynalazkach, nowych dziełach i prądach. Samodzielnie uczą się języków – niemieckiego i angielskiego, co w przyszłości pozwoli Adamowi Mickiewiczowi czytać w oryginale klasyków romantyzmu. Wiele czasu poświęcają rozważaniom kwestii powiększenia liczebności organizacji przy jednoczesnym zachowaniu tajemnicy jej istnienia. Dobre rozwiązanie w tym stanowi założenie nowych, podległych filomatom tworów. Tak pojawiają się: 
Klub Przyjaciół (1819);
Towarzystwo Przyjaciół Pożytecznej Zabawy, czyli Promieniści (1820);
Towarzystwo Filaretów (1820);
Towarzystwo Przyjaciół przemianowane w Związek Przyjaciół, a następnie przekształcone w dwustopniowy Związek Filadelfistów Błękitnych i Filadelfistów Czerwonych.
Jak mogą pracować dla dobra kraju? Pierwotnym celem Towarzystwa było samokształcenie się i pomaganie w kształceniu się innym. W późniejszym okresie hołdujący hasłu "Ojczyzna, nauka, cnota" filomaci przekonali się, że są na słusznej drodze. Przecież bez wykształconych ludzi dla potrzeb polityki, nauki czy sztuki ojczyzna, nawet jeśli dojdzie do jej odrodzenia, nie będzie mogła normalnie funkcjonować. Zdwoili więc starania i wytyczyli przed sobą nowy cel: zwiększenie szeregów zwolenników swych idei. Działają po temu w sposób nietradycyjny: mają zasilać już istniejące inne organizacje i skłaniać je do celów wyznaczonych przez siebie. W przypadku niepowodzenia mają natomiast się starać o doprowadzenie do rozwiązania nieposłusznych ich celom formacji. 
W myśl ustalonych zamiarów Tomasz Zan wstępuje do masonów i szubrawców oraz do wileńskiej gminy Towarzystwa Patriotycznego, a Teodor Łoziński – do masonów i węglarzy. Zdążyli zdziałać niewiele, albowiem zaczął się proces filaretów (1823-1824). Filomaci musieli zwinąć swoją działalność, by nie doprowadzić do wykrycia samego faktu istnienia Towarzystwa. To się prawie udało, gdyż komisja Nowosilcowa wytropiła je dopiero w lutym 1824 roku.
Zorganizowany i kierowany przez senatora Mikołaja Nowosilcowa proces objął około 300 osób. Wszyscy przesłuchiwani odpowiadali na identyczne pytania, ułożone przez członków komisji. Spisano 1000 arkuszy, na proces wydano 100 000 rubli asygnacyjnych. Senator Nowosilcow wraz z komisją nie szczędzili starań, by fakt istnienia organizacji studenckiej nagiąć do wykrycia spisku przeciwko wszechmocnej władzy carskiej!
Podejrzenia być może nie były zupełnie bezpodstawne, bo też współcześni badacze działalności Towarzystwa wciąż wysnuwają teorie o tym, iż filomaci w celach spiskowych prawdopodobnie rozważali perspektywę zamiany pokojowego istnienia na wystąpienie zbrojne. Chłopcy byli jednak na tyle ostrożni, że zamiarów takowych nie wymienili pisemnie albo, o ile były gdzieś zapisane, zdążyli zniszczyć dokumenty, zanim te dostały się w ręce komisji Nowosilcowa.
Aresztowanych, z braku miejsc wszystkim w więzieniu miejskim, przetrzymywano w ośmiu wileńskich klasztorach:
Wszystkich Świętych (ul. Rudnicka);
Franciszkanów (ul. Trocka);
Bernardynów (ul. Bernardyńska);
Bazylianów (ul. Ostrobramska);
Karmelitów bosych (ul. Ostrobramska);
Misjonarzy (ul. Misjonarska);
Dominikanów (ul. Dominikańska);
Pijarów (ul. Dominikańska).
Śledztwo wileńskie zwane jest procesem filomatów albo filaretów, aczkolwiek nie przypominało procesu w zwykłym tego słowa znaczeniu, gdyż brakło tu sędziów, prokuratora, adwokatów. Był to wszak proces, albowiem 14 sierpnia 1824 roku skończył się podpisaniem wyroku przez cara. Stwierdza on, że komisja w Wilnie odkryła 108 członków tajnej organizacji. Większość z nich odbyła już karę, bo spędzili w więzieniu po około siedmiu miesięcy, będą więc zwolnieni, a niektórzy oddani pod nadzór policji. Wyrok wymienia winy skazanych:
Pierwsza wina mieści się już w samym utworzeniu tajnych towarzystw. (…)
Druga wina polega na bezprawnym przywłaszczeniu sobie (…) samowolnego wpływu na kształcenie młodzieży (…)
Trzecia wina to czytanie na zebraniach filaretów wierszy (…) sprzeciwiających się wierności rosyjskiemu tronowi.
Niektórzy z badanych ponoszą bardziej surowe kary:
20 filomatów i filaretów ma być przekazanych do dyspozycji ministra oświaty ażeby ich użył do zajęć w szkole, w oddalonych od Polski guberniach. 
Jana Czeczota i Adama Suzina, którzy w wierszach publikowali szkodliwe zamiary (…) 6 miesięcy w twierdzy. 
(…) założyciel Towarzystwa Tomasz Zan (…) w twierdzy rok jeden.
Z obowiązków profesorskich zostali zwolnieni i wydaleni z Wilna byli czterej profesorowie:
Profesor historii Joachim Lelewel (1786-1861) (m. in. za to, że jego wykłady zyskały wielkie poważanie studentów);
Profesor Pisma Świętego ks. Michał Bobrowski (1784-1848) (m. in. za kazanie w kościele karmelitów bosych o "niesprawiedliwych sędziach": (…) Drżyjcie mężowie, coście sprzedali sprawiedliwość…(…);
Profesor prawa Ignacy Daniłowicz (1788-1843) (m. in. za jego słowa, skierowane do jednego z członków Komisji: W żadnym państwie nie istnieje taki sąd jak wasz);
Profesor filozofii moralnej Józef Wojciech Gołuchowski (1797-1858) za: (…) doktryny jego, skłonność umysłu do filozofii mistycznej i przekonania polityczne (…).
Byli jednak i ci, których wynik procesu wielce zadowolił: Mikołaj Nowosilcow wrócił do carskich łask, zajął miejsce kuratora szkolnego okręgu wileńskiego; Wacław Pelikan – gorący wielbiciel senatora i jego prac, został mianowany rektorem uniwersytetu. Członkowie komisji nadto nieźle się obłowili w czasie trwania dochodzenia. O dochodach samego tylko Nowosilcowa mówiono, że można by było odlać kilka bałwanów wielkich jak on sam ze złota, które w łapówkach znosili mu bliscy uwięzionych uczniów i studentów.
Później wilnianie bacznie obserwowali życie byłych członków komisji, cichutko zacierając ręce, gdy spotkała ich "kara Boża":
Mikołaj Nowosilcow – senator, szef wileńskiej komisji śledczej. Został uwieczniony przez Adama Mickiewicza jako wielce negatywna postać w części III "Dziadów". Mało jest postaci historycznych tak znienawidzonych przez Polaków.
Leon Bajkow – rzeczywisty radca stanu, sekretarz przyboczny senatora. Uwielbiał trzy rzeczy: pijaństwo, kobiety i grę na bałałajce. Hulaka i stary donżuan w końcu życia postanowił się ożenić. Wybranką była młodziutka i uważana wówczas za najpiękniejszą w Wilnie pannę – Zofia Chłopicka. W marcu 1829 roku spotkała go wielce efektowna śmierć: gdy zdążał w saniach do narzeczonej, przejeżdżając pod Ostrą Bramą dostał nagłego ataku serca, w wyniku czego zmarł wkrótce u stóp kochanki. Po śmierci też nie zaznał spokoju. Pochowany na cmentarzu prawosławnym w Wilnie, został wywleczony z grobu i rzekomo poddany chłoście.
Wacław Pelikan – profesor chirurgii i anatomii, autor pierwszej udanej operacji plastycznej nosa w Wilnie, rektor uniwersytetu. Długo jeszcze po procesie będzie on negatywnie wpływał na losy zesłanych, m. in. zaprotestuje przeciwko podróży Adama Mickiewicza na Litwę (o pozwolenie to poeta starał się w 1825 roku z okazji koronacji nowego cara – Mikołaja I). U Mickiewicza w "Dziadach" to właśnie Pelikan proponuje wypchać Rollinsona przez okno, by pozorować jego samobójstwo.
Hieronim Botwinko – prokurator wileński. Zawsze podkreślał, że jest Rosjaninem. Miał trzy córki, wtórujące mu w wiernopoddańczych uczuciach, oraz czterech synów, którzy postanowili nigdy się nie żenić, by nie mieć dzieci, które by przedłużyły ród swego ojca – niegodziwego prokuratora, kata młodzieży wileńskiej.
Wincenty Ławrynowicz – radca wileńskiego rządu gubernialnego. Łatwo ulegał wpływom i zbyt gorliwie wykonywał rozkazy. Gdy zmarł, na pogrzebie nikt nie szedł za trumną – tylko biegł pies w żałobę obszyty. Próbowano go złapać, ale się nie dał i towarzyszył w ostatniej drodze aż do końca. Ławrynowicz był jedynym członkiem komisji, o kim mówiono, że w manii swojej okropnej przed śmiercią czynił sobie wyrzuty.
Za założenie Towarzystwa Filomatów i Filaretów młodzi zapłacili słono: kilku z nich wcześnie zmarło, straciwszy zdrowie na zesłaniu. O ich śmierci wiedział Mickiewicz, dedykując "Dziadów" część III:
Świętej pamięci
Janowi Sobolewskiemu, Cyprianowi Daszkiewiczowi, Feliksowi Kółakowskiemu,
spółuczniom, spółwięźniom, spółwygnańcom,
za miłość ku ojczyźnie prześladowanym,
z tęsknoty ku ojczyźnie zmarłym w Archangielsku, na Moskwie, w Petersburgu,
narodowej sprawy męczennikom.
Wspomniany utwór Wieszcza stał się hymnem na cześć tych młodych, którzy za to, że byli pełni chęci działania dla dobra swego i innych, zostali skazani na pozostanie na obczyźnie albo na powrót do wytęsknionej ojczyzny po bardzo wielu latach tułaczki. "Dziady" staną się zachętą do działania tym, którzy na ołtarzu walki o niepodległą ojczyznę w ciągu wieków składać będą w ofierze swe młode gorące głowy, wezmą udział w przyszłych zrywach niepodległościowych: w Powstaniach Listopadowym i Styczniowym.
Pozornie łagodny wyrok w procesie filomatów i filaretów miał też treść niepisaną. Oznaczał koniec rozkwitu Uniwersytetu Wileńskiego. Do władzy doszli tu bowiem zwolennicy rusyfikacji i ukrócenia wolności studenckich (kuratorem został Mikołaj Nowosilcow, rektorem – Wacław Pelikan, bardziej postępowi profesorowie zostali usunięci), co doprowadziło do pomniejszenia znaczenia uczelni, a w przyszłości pozwoliło ją zlikwidować.
Założenie i późniejsze wykrycie Towarzystwa Filomatów niewątpliwie wielu złamało życie, niektórym jednak pomogło znaleźć się na świeczniku i zdobyć sławę. Gdyby nie proces oraz jego skutki, kto wie, czy Adam Mickiewicz stałby się tym, kim jest dla nas dzisiaj, czy świat szczyciłby się osiągnięciami w dziedzinie mineralogii Ignacego Domeyki, a w orientalistyce – Józefa Kowalewskiego. Czy powstałaby cała ogromna biblioteka dzieł naukowych, krytycznych i dokumentalnych o Wilnie, o studenckich i innych organizacjach działających tu w XIX wieku, czy możliwe byłoby napisanie świetnych współczesnych prac o wielu z profesorów i studentów Uniwersytetu Wileńskiego? W samym tylko roku 2015 pojawiły się dwie powieści o Janie Prosperze Witkiewiczu (uczeń gimnazjum w Krożach, członek związku "Czarni Bracia") i jego czasach ("Vilniaus plovas" Regimantasa Dimy i "Turniej cieni" Elżbiety Cherezińskiej).
Skryty charakter Towarzystwa, młodość założycieli i członków, tragiczne losy wielu z osądzonych, brak rzeczywistej winy, niesprawiedliwość i niegodziwość sędziów – wszystko to do dzisiaj porusza wyobraźnię, nie pozostawia obojętnych. Przecież uczestnicy tamtych dawnych wydarzeń przeżywali swą tragedię tuż obok nas – w Wilnie, tyle że w XIX wieku.
13 września 2017 roku z okazji przypadającej 1 października 200. rocznicy założenia Towarzystwa Filomatów w Sali Filomatów Muzeum Adama Mickiewicza przy Bibliotece UW otwarta została przyszykowana przeze mnie wystawa "Towarzystwo Filomatów". Opowiada ona o wydarzeniach i osobach wspomnianych w powyższym artykule. Ekspozycję można obejrzeć do 16 stycznia 2018 roku, do czego wszystkich serdecznie zapraszamy.
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2017

99 LAT TEMU POLSKA ODZYSKAŁA NIEPODLEGŁOŚĆ

KOLEBKA WIELKOŚCI

  • Imponująca monografia o Zułowie

MARTWYM – WIECZNOŚĆ. ŻYWYM – CODZIENNOŚĆ

  • Zaduszki – święto desperacji czy nadziei?
  • Troską powodowana powinność
  • "Serce ustało, pierś już lodowata"

POLITYKA

  • Na bieżąco

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • Katorżnik i żołnierz Chrystusa
  • "Idzie poeta – niebieski wycieruch!"

OŚWIATA

  • Laury dla najlepszych
  • Sam Konwicki nam patronuje
  • Nie zmieniły się nasze cele

VIII WILEŃSKIE SPOTKANIA SCENY POLSKIEJ

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O wolności

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

 

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie