Wileńszczyzna plon wydała

drukuj
Henryk Mażul, 16.10.2017
Fot. Henryk Mażul

Znak krzyża nad dożynkowym kłosem

Smutnym przykładem, na ile łaska nieba może być kapryśna, jakże wymownie służy rok bieżący pod naszą szerokością geograficzną. Markotna wiosna oraz późniejsze uciążliwe ulewy w przeciągu całego lata spowodowały nieuniknione korekty in minus w urodzaju, którego na domiar z powodu rozmiękłych gruntów nie da się zebrać w porę. Straty, jakie poniosą rolnicy na Litwie, zostały wstępnie oszacowane na niebotyczną kwotę – 40 milionów euro.
Zważywszy powyższe, wyznaczone na 17 września tegoroczne dożynki w rejonie solecznickim miały i – owszem – odświętną, aczkolwiek nieco stonowaną w radości oprawę. Tu przecież również, choć Wileńszczyzna uszła nieobcej północno- wschodniej Litwie klęski żywiołowej, nie zdążono do tej pory w pełni uporać się ze sprzętem zbóż albo wykopkami na bardziej podmokłych glebach.
Inaugurująca zwyczajowo święto plonu Msza św., którą celebrowali w duecie ks. proboszcz parafii solecznickiej Wacław Wołodkowicz i ks. wikary Mirosław Anuszkiewicz, obok podzięki za wysiłek wszystkim, kto nie ustaje w znojnym wiejskim trudzie nad Solczą, Wisińczą czy Mereczanką, by na każdym stole nie zabrakło chleba i do chleba, stanowiła też zanoszona zgodnie do Boga modlitwa. Modlitwa o Jego łaski, pomocne w sfinalizowaniu tegorocznych prac na łanie, w wykopkach ziemniaków bądź przy zbiorze warzyw. Głównym bohaterom święta – rolnikom zgodnie też w niej towarzyszyli licznie przybyli tego dnia przed koncertową muszlę w Solecznikach mieszkańcy z bliższych i dalszych mieścin rejonu oraz zaproszeni goście.
Pełniący rolę gospodarza święta mer rejonu Zdzisław Palewicz, inaugurując je, nie szczędził słów podzięki miejscowym ludziom wsi rejonu, którzy uprawiają mniejsze bądź większe połacie ojcowizny, a zaraz potem podzielił się poświęconym podczas Mszy św. upieczonym z tegorocznych zbiorów bochnem chleba ze zgromadzonymi, uszanowawszy w pierwszą kolej gości, których liczny poczet m.in. stanowili: przewodniczący Sejmu RL Viktoras Pranckietis, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin, europoseł Waldemar Tomaszewski, posłowie na Sejm RL z ramienia AWPL Rita Tamašunienė, Leonard Talmont i Wanda Krawczonok, mer rejonu birżajskiego Alvydas Valkiūnas, wicemer rejonu trockiego Maria Pucz, dyrektor administracji samorządu rejonu wileńskiego Lucyna Kotłowska, dyrektor administracji samorządu rejonu orańskiego Alvydas Verbickas, ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Litewskiej Urszula Doroszewska, ambasador Republiki Białoruś Aleksander Korol, ambasador Japonii Toyoei Shigeeda, senator RP Artur Warzocha, przewodnicząca Sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą Anna Schmidt-Rodziewicz doradca ministra nauki i szkolnictwa wyższego RP Stanisław Derehajło, wiceprezes Zarządu Krajowego Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" Krzysztof Łachmański, delegacje partnerskie samorządu rejonu solecznickiego z Polski, Niemiec i Białorusi.
Kto z nich zechciał okazyjnie zabrać głos, mnożył słowa niekłamanego uznania spracowanym rolniczym rękom. Słowa o zbieżnej treści niczym refren powtarzały się też w listach gratulacyjnych, jakich nadawcami byli Andrzej Duda i przewodniczący Partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński, a te zostały odczytane kolejno przez ambasador Urszulę Doroszewską oraz przewodniczącą Sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą Annę Schmidt-Rodziewicz.
Pięknym prologiem towarzyszącej dożynkom części artystycznej okazał się okazyjny obrazek, jaki zaprezentowały zespoły: "Turgielanka", "Łałymka" oraz "Solczanie". Ten ostatni zaraz potem wystąpił z taneczno-śpiewaczym programem na ludowo. Folkowa litewska nuta (tyle że we współczesnej aranżacji) gęsto też pobrzmiewała w popisie zespołu "Žalvarinis". W dalszej części programu scenicznego w imponującym stylu białoruskie klimaty zaprezentował przybyły z Mińska zespół "Siabry" o głosach jak słowicze trele, co w pierwszą kolej dotyczy jego założyciela i niezmiennego kierownika artystycznego Anatola Jarmolenki. Wykonanym przez nich tak znanym megahitom, jak: "A ja liahu priliahu", "Alesia" czy "Kupalinka" chętnie wtórowała widownia. Podobnie też było, kiedy przysłowiową kropkę nad "i" w artystycznym "maratonie" stawiał robiący ostatnio wielką furorę w Polsce zespół "Zakopower". Jako tegoroczny gość dożynek szczególnego formatu wykonał on m.in. "żelazne" piosenki ze swego repertuaru: "Tak ma być", "Boso" czy "Bóg wie gdzie". Nie ma potrzeby mówić, że zostały one entuzjastycznie przyjęte przez młodszą część widowni, a artyści musieli bisować.
Czynione między występami przerwy były konieczne, by uhonorować przodowników w konkursie na najlepszego rolnika, na najpiękniej utrzymane obejście, na najładniejsze dożynkowe "podwórko" oraz na najokazalszy wieniec.
Srodze mylił się ten, kto mniemał, że w chwili nagradzania najlepszych rolników czołówkę zdominują gospodarze z solidnym bagażem lat. Zdobywcy trzech pierwszych lokat, a te w kolejności przypadły gospodarstwom Vity i Rusłana Gordynieców z Janczun, Walentyny i Zdzisława Parniawskich z Taboryszek oraz Marzeny i Edwarda Prokopjowych, jest bowiem zdecydowanie bardziej bliżej do pierwszej młodości niż do solidnego wieku (głowa rodziny Gordynieców liczy przykładowo lat 36). Wszyscy oni gospodarują na ponad stu albo prawie tyluż hektarach, a dzięki nowoczesnym technologiom, plennym nasionom bądź sadzeniakom oraz sprzętowi na miarę XXI wieku uzyskują plony, o których w niedalekiej kołchozowo-sowchozowej rzeczywistości nikt nawet nie marzył.
Doroczny konkurs na najładniej zagospodarowane przydomowe obejście z podziałem na wiejskie i miejskie ma na celu skłonienie ich właścicieli do dopieszczania wystroju jak samych budynków, tak też przylegającego terenu poprzez zasadzone kwiaty na rabatkach, zadbane trawniki. Taka zdrowa rywalizacja międzysąsiedzka powoduje, że wiejski i miejski pejzaż w rejonie, dzięki licznym rzeszom nieobojętnych na wygląd własnych domowych "gniazd", coraz bardziej cieszy oko. Tego roku palmę pierwszeństwa wśród zagród wiejskich przyznano Teresie i Stanisławowi Janowiczom z Załamanki, a wśród miejskich – Bożenie i Robertowi Matulewiczom z Ejszyszek.
Jak i poprzednimi laty każda z 13 gmin rejonu stanęła w szranki dla wyłonienia najbardziej okazale prezentującego się dożynkowego "podwórka" oraz na najbardziej pomysłowo wykonany dożynkowy wieniec. I jedno, i drugie stanowiło nie lada okazję, by wznieść się na wyżyny wyobraźni i pomyślunku. Wystarczyło przejść się alejkami, wzdłuż których sadowiły się poszczególne stanowiska gmin, a można było mnożyć podziw tym, kto je ozdobił, wykorzystując po temu tegoroczne dary zbożowych łanów, sadów, ogrodów, pasiek, a nawet leśne jagody albo grzyby. 
Takoż paradę bratania się z pięknem i tradycją stanowiły ustawione szpalerem przed sceną wieńce. Te przypominające misternie wykonane rękodzieła, poświęcone zresztą podczas nabożeństwa przez ks. proboszcza Wacława Wołodkowicza, nadały dożynkowemu świętu niepowtarzalnego kolorytu. Ponieważ każda gmina włożyła maksimum starań w naszykowanie dożynkowego "podwórka", zrezygnowano z ich konkursowej gradacji, honorując każde dyplomem z wyrazami podzięki. Najpiękniej uwitym wieńcem mogła natomiast się szczycić gmina Dajnowa.
Solecznickim dożynkom, zgodnie zresztą ze zwyczajem poprzednich lat, towarzyszyły liczne oferty handlowe. Na ustawionych przy parkowych alejkach licznych straganach można było nabyć artykuły spożywcze, wszelakie wyroby rękodzielnicze, sadzonki drzewek owocowych, dzianinę. Nozdrza i podniebienia pieściły natomiast dolatujące znad garów i patelni zapachy przygotowywanych na poczekaniu potraw, przy których zakupie cokolwiek wygłodzeni chętnie brzękali portmonetkami. Kto natomiast przyszedł z dziećmi, nie musiał się głowić, czym je zająć, bo o to zadbali zapobiegliwi organizatorzy.
O ile niezwiązani z rolnictwem uczestnicy dożynkowego świętowania mogli po nim jeszcze długo smakować w wyniesionych stamtąd doznaniach, o tyle troszczący się o chleb powszedni już nazajutrz musieli udać się na pola, by wykorzystując przebłyski w pogodzie zdążyć przed chłodami zebrać wszystko to, czym obrodziły, a też zasiać oziminy. Z myślą o plonach przyszłorocznych i z nadzieją, że z Bożą pomocą te będą dorodne na miarę oczekiwań, wynagradzając znojny trud.

Chleb mnożony do podziału

Nasz powszedni – taki chociażby bochen razowca – nie zwykł swym wyglądem imponować, a przez to rzucać się w oczy. Co więcej, wrósł w świadomość na tyle, że ucinając jego kromkę albo czując niebiański smak pod podniebieniem, nie zastanawiamy się nawet przez chwilę, jak wiele pracy trzeba włożyć, by zaistniał i okraszał codzienną strawę. A przecież gwoli prawdy: przedtem niż jest dzielony, winien koniecznie być mnożony wysiłkiem spracowanych rolniczych rąk. Którym to rękom wypada czynić dziękczynny ukłon najniższy, po czemu dożynki – jako doroczne święto plonów – stanowią szczególnie wdzięczną, a zarazem wymowną okazję.
Owa tradycja dziękczynienia za dar chleba na dobre zadomowiła się też w rejonie wileńskim, gdyż została zapoczątkowana już w pierwszych latach państwowej niepodległości Litwy, aby odtąd na stałe pojawiać się w kalendarzu. Z jedną wszak istotną poprawką, dotyczącą lokalizacji święta: o ile pierwotnie "koczowało" ono po poszczególnych gminach, czyniąc te przy okazji gospodarzami, o tyle od roku 2001 począwszy zyskało wielce symboliczny stały meldunek przy dworku w Pikieliszkach – ongisiejszej letniej rezydencji Marszałka Józefa Piłsudskiego.
30 września br., w nawiązaniu do regularnej daty – ostatniej soboty tego miesiąca, właśnie w kierunku Pikieliszek już z samego rana wiodły zewsząd drogi, a podążali nimi jak ci, co na co dzień łapią się za bary z ziemią-żywicielką, powodując, by ta maksymalnie rodziła, tak też bliżsi i dalsi goście. Zresztą, każda z 23 gmin – zgodnie z dobrą tradycją – starała się w pobliżu dworku najokazalej urządzić własne stoisko. Z wykorzystaniem tego, czym ostatnio obrodziły pola, łąki, ogrody, a nawet lasy, zdradzając naprawdę multum w tym pomysłów.
Pięknym prologiem do bezpośredniego świętowania stał się pożniwny obrazek w wykonaniu tryskającego młodzieńczą werwą zespołu "Jawor" z Awiżeń – ośrodka gminy, pełniącej tego roku misję dożynkowego gospodarza, zwieńczony złożeniem na ręce mer rejonu Marii Rekść misternie wykonanego ze zbóż wieńca, jako znaku, że chleba w wyniku ukończonych prac ma być pod dostatkiem. Niebawem prawdę tę potwierdziły w paradzie poszczególne gminy, a na ich dary obok wypieków z mąki złożyły się wszelakie wędliniarskie rarytasy, wyroby z nabiału, ryby, owoce, miód. Póki zmieniający się niczym w kalejdoskopie barwny korowód przybywał przed scenę, prowadzący święto Wincuk Bałbatunszczyk z Pustaszyszek, czyli Dominik Kuziniewicz wraz z córką Barbarą dokonywali miniprezentacji poszczególnych zakątków obszarowo największego na Litwie rejonu wileńskiego.
Znakiem wdzięczności za Boże błogosławieństwo dla rolniczego trudu stała się Msza św., której w asyście kilkunastu duszpasterzy parafii stołecznych i podwileńskich, jak też tych przybyłych z Białorusi i Polski przewodził proboszcz mejszagolski, ksiądz prałat Jan Kasiukiewicz. On też wygłosił homilię, przetkaną wątkami o chlebie powszednim, jakimi jest usiana Ewangelia, przypominając, że prośba o niego w pacierzu zdecydowanie inaczej brzmi w ustach przymierających głodem od pławiących się w dostatku.
Gdy po poświęceniu przez ks. prałata Jana Kasiukiewicza wypieczonego z tegorocznych darów bochna chleba ten został przez mer Marię Rekść i jej pomocników podzielony wśród zgromadzonych na widowni, wybiła godzina okazyjnych przemówień dostojnych gości. 
A w nich, niczym refren w piosence, powtarzała się dziękczynna nuta za dotychczasowy wysiłek mieszkańcom wsi, sprzęgnięta z życzeniami wszelkiej pomyślności na przyszłość. Podobnym tonem zostały też okraszone odczytane ze sceny okazyjne listy, wystosowane do uczestników dożynek przez prezydenta RP Andrzeja Dudę, premier Beatę Szydło, marszałka Sejmu RP Marka Kuchcińskiego, prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, wicemarszałek Senatu RP Marię Koc. Nie da się zliczyć na domiar ciepłych słów pod adresem poszczególnych gmin, skierowanych przez ich partnerów we współpracy z Polski, Białorusi, Niemiec i Ukrainy, których łączna liczba grubo przekracza pół setki, a którzy licznie stawili się na dożynki w Pikieliszkach, biorąc zresztą udział w paradzie starostw.
Dożynki straciłyby wiele na kolorycie, jakby nie towarzyszył im z rozmachem skrojony program artystyczny. Tego roku o takowy zatroszczyły się m.in. nasze rodzime zespoły, jak też te przybyłe z Białorusi i Polski. Chętni muzycznych doznań zostali na widowni, podczas gdy wielu ruszyło na zwiedzanie stoisk poszczególnych gmin, poświęconych nieco wcześniej przez ks. proboszcza parafii podbrzeskiej Marka Gładkiego, nie szczędząc superlatywów dla ich wystroju we wszystko, czym w roku bieżącym obrodziła podwileńska ziemia. Tłoczno też było przy stoisku Fundacji "Na obcej ziemi". Ta bowiem urządziła loterię rzeczową, w której nie było przegranych, gdyż każdy z nabywców biletów dostawał nagrodę, a uzyskane w ten sposób pieniądze zostały przeznaczone na wsparcie szkolnictwa polskiego na Litwie.
Dożynkowe święto sprowadziło tego dnia do Pikieliszek licznych producentów, oferujących bynajmniej nie tylko zresztą rolnicze wyroby po atrakcyjnych cenach. Komu pora obiadowa jęła wydzielać ślinę, mógł popuścić pasa, zażywając serwowane wprost z patelni albo z rożna specjały. Muzeum Władysława Syrokomli z Borejkowszczyzny wykorzystało okazję, by promować jak własne walory turystyczno-poznawcze, tak też całego rejonu, a Centrum Dziennego Pobytu Osób Niepełnosprawnych w Niemenczynie zachęcało do nabycia wszystkiego, co z gliny bądź z innego tworzywa wyczarowały ręce osób, boleśnie dotkniętych losem.
Kto natomiast jest pasjonatem historii, zyskał świetną okazję, by zanurzyć się hen w średniowiecze – w czasy, jakie uwiecznił w "Krzyżakach" ubiegłoroczny podwójny jubilat Henryk Sienkiewicz. A to za sprawą przypisanego Mazurom Stowarzyszenia "Przyjazne Spychowo", skąd – wedle naszego noblisty – pochodził Jurand, jakże boleśnie doświadczony w walce z krzyżacką nawałą. Z tym Jurandem, w którego postać po mistrzowsku się wciela Adam Mierzejewski, podobnie jak w roku ubiegłym, można było nawet uciąć pogawędkę, podziwiając przy okazji jego słynny miecz, replikę średniowiecznej armaty, która co jakiś czas "ziała ogniem", oraz przywdziewane stroje z tamtej epoki. To wszystko niczym magnes gromadziło wokół dzieci, które miały ponadto możliwość poswawolenia na nadmuchiwanej zjeżdżalni albo odbycia w prawdziwym siodle miniprzejażdżki na wierzchowcu, wodzonym przez amazonkę. Innymi słowy, organizatorzy ze wszech miar zadbali o to, by dożynkowe hasło "Dzielimy się chlebem, kulturą, tradycją" znalazło naprawdę wielorakie wcielenie.
Wartko toczące się śpiewaczo-taneczne popisy na urządzonej przed dworkiem Piłsudskiego scenie zostały jednak w pewnej chwili wyhamowane. Po to, by w należny sposób oddać honory tym, kogo w roku bieżącym uznano za najlepszych wśród rolniczej braci rejonu wileńskiego. A laury najokazalsze w tej hierarchii przypadły Andrzejowi Ludkiewiczowi ze starostwa sużańskiego, któremu po piętach najbardziej deptali: Wincenty Subocz ze starostwa rukojńskiego oraz Kazimierz Jasiński ze starostwa duksztańskiego. 
Na liście wyróżnionych nagrodami przez samorządowy wydział rolny znalazło się łącznie 15 gospodarstw, specjalizujących się w różnych branżach, poczynając uprawą zbóż, hodowlą bydła lub trzody chlewnej, pielęgnujących plantacje warzyw i jagód pod gołym niebem bądź też w szklarniach, jak też osoby trudzące się w pasiekach albo nawet chowające… egzotyczne strusie. Nie były to zresztą nagrody jedyne, gdyż osiem kolejnych nominacji do nich zgłosiła mer rejonu Maria Rekść, a po trzy – litewskie Ministerstwo Rolnictwa i – co jest naprawdę miłym zaskoczeniem – przybyły z Polski senator, członek Komisji Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą Andrzej Pająk.
Niestety, dalece nie wszyscy z wyróżnionych mogli odbierać przyznane rzeczowe wyróżnienia osobiście. Niejeden z nich, podczas gdy w Pikieliszkach już po raz 22. trwały dożynkowe wesołości, wysoko podwijał rękawy w pracach polowych, wykradając dosłownie sprzyjającą pogodę. Ta bowiem ostatnio w sposób zatrważający nie rozpieszcza rolników. Z początku kaprysiła wiosna, a później uciążliwe opady deszczu rozmiękczyły glebę na tyle, że na wiele połaci nie da się wjechać, by sprzątnąć to, czym obrodziły łany, zaorać ścierniska, zasiać oziminy. Słychać głosy, że czegoś podobnego nie było na Litwie od lat 40, co spowodowało, iż cała jej mapa została ostatnio objęta strefą klęski żywiołowej.
Nie bacząc na trudności i liczenie bardziej strat niż zysków, ludzie wsi nie mogą rezygnować. Od wieków treść ich wysiłku zakłada przecież niezmienną troskę: by nie brakło chleba i do chleba, koniecznego w zaspokajaniu tak nieobcego człowiekowi poczucia głodu.

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 11/2017

99 LAT TEMU POLSKA ODZYSKAŁA NIEPODLEGŁOŚĆ

KOLEBKA WIELKOŚCI

  • Imponująca monografia o Zułowie

MARTWYM – WIECZNOŚĆ. ŻYWYM – CODZIENNOŚĆ

  • Zaduszki – święto desperacji czy nadziei?
  • Troską powodowana powinność
  • "Serce ustało, pierś już lodowata"

POLITYKA

  • Na bieżąco

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • Katorżnik i żołnierz Chrystusa
  • "Idzie poeta – niebieski wycieruch!"

OŚWIATA

  • Laury dla najlepszych
  • Sam Konwicki nam patronuje
  • Nie zmieniły się nasze cele

VIII WILEŃSKIE SPOTKANIA SCENY POLSKIEJ

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O wolności

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach "na saratowskim szlaku"

 

Nasza księgarnia

Wilno po polsku
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie