Malta – "rozdroże" między Afryką i Europą

drukuj
Halina Rajch, 13.08.2019
Fot. Halina Rajch. Przesmyki w skałach do przepłynięcia łodzią

Podróże dalekie i bliskie

Zima tego roku nie była łaskawa, więc wybrałam się tam, gdzie można złapać trochę ciepełka. Wybór padł na malutką Maltę i niedalekie Gozo, znajdujące się pomiędzy Włochami (konkretnie Sycylią) a Afryką. Nie zawiodłam się – mieszanka swoistego pogranicza, gdzie mówią poprawną angielszczyzną i posługują się własnym maltańskim językiem, który na słuch kojarzył się mi z jakąś wersją arabskiego. Istotnie, używają przekształconych arabskich słów i brzmi to ciekawie.

Nie jestem pewna, czy spotkałam chociaż jednego rodowitego Maltańczyka, bo prawdziwy Maltańczyk porusza się samochodem i na około 500 000 obywateli Malty przypada 420 000 samochodów, co tworzy niesamowite korki, chociaż krajowa administracja masowo inwestuje w infrastrukturę drogową. Obsługa w hotelach, sklepach, restauracjach – to wszystko obcokrajowcy wszelakich narodowości: od Serbów, Rosjan, Ukraińców, Polaków, Filipińczyków, Libańczyków, Afroamerykanów i już sama nie wiem, kogo. Właśnie oni i turyści korzystają z transportu publicznego.
Malta specyficznie rozwiązała problem uchodźców – chcesz tu mieszkać, bądź łaskaw pracować, przy czym opinia pracodawcy jest brana na poważnie. Dodatkowo – kwestia prawa pracy także jest mocno przestrzegana i obowiązuje bez wyjątku wszystkich pracodawców. Tak więc chętni korzystania wyłącznie z pomocy socjalnej i nicnierobienia nie zagrzewają na Malcie miejsca.
Położenie Malty zawsze wpływało na jej historię, dzieli ona bowiem akwen morski na część wschodnią i zachodnią, trzymając straż nad przesmykiem między Sycylią a Tunezją i tworząc punkt strategiczny. Malta znana od dawna jako starożytna Melita, co oznaczało: schronienie dla okrętów. 
Ze względu na strategiczne położenie wyspa była w przeszłości obiektem zainteresowania wielu cywilizacji i mocarstw. 
Zasiedlona została już w epoce kamiennej, a o jej bogatej przeszłości świadczą zachowane do dziś zabytki kulturowe z okresu paleolitu, neolitu i brązu. 
Około 1400 roku p.n.e. została skolonizowana przez Fenicjan (w nich właśnie Maltańczycy doszukują się swoich korzeni), a przez kolejne wieki przechodziła pod panowanie Greków, Kartagińczyków, Rzymian, Wandalów i Ostrogotów. Od 533 roku znalazła się pod panowaniem Bizancjum, następnie – Arabów (870 r.), a od 1091 roku – Normanów. 
W 1530 roku zawładnęli nią rycerze zakonu joannitów (zwani później kawalerami maltańskimi), którzy w rzeczy samej byli lennikami, dostarczając raz do roku na dwór królewski sokoła maltańskiego, w dowód potwierdzenia bycia nimi. W 1800 roku Malta została podbita przez Napoleona. Później przeszła w ręce Anglików, którzy rządzili nią do 1964 roku.
Po II wojnie światowej Malta otrzymała autonomię wewnętrzną, w 1964 roku proklamowała niepodległość w ramach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, by w 1974 roku stać się samodzielną republiką. 
Od roku 1979 na Malcie mieściła się brytyjska baza wojskowa, stanowiąca w owym czasie podstawę maltańskiej gospodarki, albowiem dostarczała połowę wpływów na wyspie i zatrudniała około 25 procent ludności cywilnej. 

SZTORMOWA PRZYGODA
Nasza wycieczka wylądowała na Malcie prawie godzinę wcześniej, bo, jak wyjaśnił pilot, byliśmy mocno pchani w ogon przez wiatr. Wyspa przywitała nas słońcem i ciepłem. Po zakwaterowania w hotelu i obleceniu najbliższej okolicy Qawry przy hotelu spotkałam grupkę turystów, którzy lecieli następnym samolotem (dwie godziny później) i dwa razy podchodzili do lądowania. To mnie jeszcze nie zastanowiło. Trochę natomiast zdziwiło, że zmieniono nam program i zamiast ostatniego dnia wyznaczono dzień wolny na niedzielę 24 lutego. 
A tu po godzinie 15 zaczęło się dziać. Naszły chmury, zaczął dąć niesamowity wiatr, który unosił wszystko, co nie zostało w porę schowane, przewracał potężne donice z kwiatami, łamał drzewa i na resztę tygodnia zamienił uporządkowaną i czyściutką Maltę w jedno wielkie śmietnisko, pomimo tego, że widać było uwijające się jak mrówki służby porządkowe. Pobojowisko, nie inaczej.
Ale sobota – to jeszcze nic. Niedziela wyglądała niczym przedsionek piekła. Maltę bowiem nawiedził bardzo silny sztorm, pierwszy taki od 50 lat. Więcej szkód poczynił ponoć na Sycylii, ale śmieci z Włoch powyrzucał na Maltę. W nocy wyło tak, że zakopałam się pod kołdrę z uszami, ale i tak wyobrażałam sobie, jak hotel leci z wiatrem, a ja – z kołdrą w garści. Odważyłam się wyjść na 10 minut (bo tyle miałam do morza) i zza rogu zrobić zdjęcia zalewanej sztormem promenadzie. Dalej iść się nie odważyłam.
Szczęśliwie obyło się bez ofiar, choć władze zarządziły częściową ewakuację nadmorskich miejscowości Sliema i Vittoriosa. Media opisywały wydarzenia niczym sceny biblijne, a w niektórych miejscowościach morze wyrzuciło na zalane ulice tysiące ryb, które mieszkańcy skrzętnie zbierali do wiaderek i wanienek, czasem z zamiarem sprzedaży. Władze ukróciły ten proceder, ale kto na własny użytek nazbierał, ten ma zapas ryb (i to drogich!) na długo. A że mi się sztorm nie spodobał, nigdy go więcej, chociaż doświadczenie ciekawe.

MOSTA I CUD Z BOMBĄ
Gdzieś w pomrokach dziejów znikła odpowiedź na pytanie, dlaczego Maltańczycy nabudowali sobie tyle świątyń o wymiarach co najmniej bazyliki św. Piotra w Rzymie i to w malutkich miejscowościach, przy czym własnym wysiłkiem tudzież kosztem. 
Na wyspach Malta i Gozo, mających dwie osobne diecezje, znajduje się ogólnie 359 kościołów (313 na Malcie i 46 na Gozo). Z tej liczby 78 znakują parafie (63 na Malcie i 15 na Gozo), a sześć – parafie państwowe. Oznacza to, że na kilometr kwadratowy przypada nieco ponad kościół. Na Malcie każda miejscowość ma swoją parafialną świątynię, poza dosłownie dwoma lub trzema małymi wioskami. Są również miasta, gdzie mieści się więcej niż jedna siedziba parafii, np. Sliema lub Birkirkara, z których każda posiada cztery parafie. Imponujące.
Również imponujące są obchody z okazji świąt lub uroczystości patrona parafii. To nie tylko barwna procesja. To festyn ludowy, połączony z karnawałem z zabawami, tańcami, pokazami fajerwerków. Coś niesamowitego ponoć. Ustalany jest nawet grafik obchodów, by nie pokrywały się ze sobą, więc latem można sobie jeździć od festynu do festynu, od zabawy do zabawy. To prawdziwie radosne świętowanie z udziałem wszystkich: i mieszkańców, i sąsiednich parafii, i turystów, i gości. Czegoś takiego chyba nigdzie więcej nie da się zobaczyć.
Mosta – to niewielka miejscowość, zamieszkała obecnie przez 20 241 mieszkańców. Położona jest w środkowej części wyspy, zabudowa jej nie różni się niczym osobliwym oprócz jednego gmachu, widocznego nieomalże z każdego krańca wyspy.
Znajduje się tu bowiem kościół-rotunda pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, znany bardziej jako Rotunda w Moście (malt. Knisja Arċipretali tal-Assunta; ang. Rotunda of Santa Marija Assunta lub skracane do The Mosta Dome), ufundowany przez mieszkańców, którzy także fizycznie pracowali przy budowie i wyłożyli na to pieniądze. Ów monumentalny dom Boży wzniesiono w latach 1833-1860. Został zbudowany wokół starego kościoła, który pozostawał w użyciu przez cały okres budowy i został rozebrany po jej ukończeniu. No, i mieszkańcom wyszło coś takiego, czego nie ogarnia aparat fotograficzny, więc by zobaczyć, jak to wygląda, zrobiłam zdjęcie makiety.
Wzmiankowana świątynia ma neoklasycystyczny portal, wzorowany na rzymskim panteonie. Potężna kopuła – czwarta co do wielkości w Europie, po bazylice św. Piotra, katedrze św. Pawła w Londynie i kościele farnym na Gozo – ma zewnętrzną średnicę 54 m i wysokość ponad 60 m. Budynek zbudowano z wapienia prawie bez zaprawy murarskiej. Świątynia została zaprojektowana przez maltańskiego architekta Giorgio  Grogneta de Vassé. Kopuła należy do największych na świecie, o średnicy wewnętrznej 37,2 m (122 stopy); ściany rotundy są szerokie na 9,1 m (30 stóp), czyli na grubość niezbędną do utrzymania wagi kopuły. 
Ta właśnie świątynia jest dziełem życia Giorgio Grogneta de Vassé (1774-1862) – maltańskiego architekta i antykwariusza. Pod koniec XVIII wieku studiował we Frascati w Watykanie, gdyż chciał zostać kapłanem. Jednak coś mu się odmieniło. Jako zwolennik jakobinów, wstąpił do francuskich sił ekspedycyjnych, uczestnicząc jako oficer podczas kampanii egipskiej. W kilka lat po zakończeniu powstania przeciw francuskiemu rządowi powrócił na Maltę. W tym czasie kościół parafialny w Moście, zbudowany w XVII wieku przez architekta Tommaso Dingli, stał się zbyt mały, aby zaspokoić potrzeby religijne jego mieszkańców. Grognet zaproponował odbudowę kościoła na neoklasycystycznym wzorze, opartym na panteonie w Rzymie.
Pomimo sprzeciwu biskupa Francesco Saverio Caruany projekt został zatwierdzony, a budowa z rozmachem pomyślanego domu Bożego rozpoczęła się 30 maja 1833 roku. Grognet nigdy nie miał ukończonych formalnie studiów architektonicznych, więc korzystał z doradztwa rodziny architektów Sammut. Kościół budowano przez 28 lat i ostateczny – zarówno zewnętrzny, jak i wewnętrzny kształt – uzyskał na początku 1860 roku. 
Projekt kościoła, chwalony zarówno podczas budowy, jak i po jej ukończeniu, jest uważany za arcydzieło Grogneta. Poprzedni kościół był zbudowany w stylu renesansowym pod wpływem hiszpańskiego plateresque. Jego architekt Tommaso Dingli urodził się w Attard i był synem rzeźbiarza Giacobo Dingli. Rozpoczął swoją karierę jako scarpellino’s (kamienny rzeźbiarz) z ojcem Giacobo i wujem – inżynierem Andrea Dingli. Po rozwinięciu umiejętności i talentu zostawił na Malcie wiele swoich dzieł.
Niepowtarzalnie ogromna rotunda wewnątrz świątyni sprawia niesamowite wrażenie. Podczas II wojny światowej Malta została mocno zbombardowana z racji bycia strategiczną placówką dla aliantów. 9 kwietnia 1942 roku dwie niemieckie bomby spadły na kościół Wniebowzięcia NMP. W tym czasie odbywała się akurat msza, gromadząca około 300 parafian. Jedna z bomb przebiła kopułę, odbiła się rykoszetem i spadła na podłogę kościoła. Nie eksplodowała jednak i nie zraniła nikogo z wiernych, co uznano za cud. Jej replikę można oglądać w zakrystii.

JOANNICI I ICH VALLETTA
Obecność joannitów – (kawalerowie maltańscy) – zwyczajowa nazwa zakonu o oficjalnej współczesnej nazwie – Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, z Rodos i z Malty, zwany też Zakonem Maltańskim – to potężna pozytywna inspiracja dla rozwoju Malty. 
Malta była rządzona przez zakon joannitów w latach 1530-1798 jako lenno Królestwa Sycylii. W roku 1530 cesarz Karol V podarował Zakonowi Rycerzy Świętego Jana wyspy Maltę i Gozo oraz miasto Trypolis (dziś na terenie Libii), po utracie przezeń Rodos. Turcy osmańscy, po sześciodniowym oblężeniu w roku 1551, zdobyli Trypolis, lecz próba zajęcia Malty w roku 1565 im się nie powiodła.
Skutkiem ataku tureckiego w roku 1565, była decyzja zakonu osiedlenia się na stałe na Malcie, gdzie rozpoczęto budowę nowej stolicy – Valletty. Przez następne dwa stulecia Malta przeżywała swój "złoty okres", charakteryzujący się rozkwitem sztuki, architektury oraz ogólną poprawą sytuacji w społeczeństwie. Dlatego też, starając się zrozumieć Maltę, trzeba najpierw zająć się joannitami.
Zacząć należy od dalekich czasów – od krucjat krzyżowych. W okresie średniowiecza ogromne poruszenie w świecie chrześcijańskim wywołało zdobycie Jerozolimy przez muzułmanów w 638 roku i ponownie przez Turków seldżuckich w 1072 roku. Wskutek tego wiele cennych relikwii chrześcijańskich trafiło w ręce innowierców i zostało przewiezionych w głąb Persji. Oficjalnie deklarowanym przez papieża celem wypraw krzyżowych było odbicie Jerozolimy, w której znajdowały się ważne dla chrześcijan miejsca kultu. W rzeczywistości w momencie rozpoczęcia krucjat Jerozolima była w rękach władców muzułmańskich od ponad 400 lat, a islam i chrześcijaństwo współistniały w mieście we względnym pokoju. 
Odwiedzający Jerozolimę europejscy pielgrzymi wspominali o tym, że czyniono im pewne trudności, nie były to wszak liczne czy poważne skargi. Na początku XI wieku (kilkadziesiąt lat przed krucjatą) bazylika Grobu Świętego została częściowo zburzona przez chorego psychicznie władcę, kalifa Al-Hakima bi-Amr Allaha, który zyskał przydomek "Szalony". Kalif został jednak obalony, gdy ogłosił się bogiem i zaczął prześladować samych muzułmanów. 
Celami politycznymi zaistnienia krucjat były: udzielenie pomocy Cesarstwu Bizantyjskiemu na prośbę cesarza Aleksego I i dążenie miast włoskich do rozszerzenia szlaków handlowych. Do udziału w nich zachęcano odbiciem Jerozolimy, Świętego Grobu Pańskiego i Ziemi Świętej, obroną tych miejsc przed muzułmanami i ułatwieniem dostępu pielgrzymom oraz obietnicą odpuszczenia doczesnych grzechów, a także uzyskania błogosławieństwa za udział w krucjacie. Najistotniejszą rzeczą była jednak zapewne chęć pozbycia się przez możnych nadmiaru potomków, pomiędzy którymi byłoby trzeba dzielić włości w myśl zasady: przeżyje – wróci bogaty, nie przeżyje – popłaczemy. Nie wszystkich bowiem dało się wepchnąć do stanu zakonnego, gdyż obowiązywało tzw. "wkupne".
Na kanwie krucjat wyłoniły się następujące poważne formacje rycersko-zakonne: Zakon Krzyżacki, inaczej – zakon niemiecki, Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie; zakon templariuszy – Ubogich Rycerzy Chrystusa oraz właśnie joannici. Po 1291 roku ruch krzyżowy zaczął zamierać, a rycerze obrali różne sposoby na dalsze istnienie.
Najmarniej chyba na tym wyszli templariusze, choć w ciągu 200 lat stworzyli najpotężniejszą organizację chrześcijańskiego świata. Przed nimi drżeli i zapożyczali się na potęgę najważniejsi monarchowie średniowiecznej Europy. Templariusze nie musieli płacić podatków, posiadali własnych kapelanów, u których się spowiadali. 
Władze Kościoła utraciły wszelką kontrolę nad zakonnikami. Ich ośrodki rozsiane były po całej Europie, nawet w Polsce. Majątek templariuszy liczony był w milionach kilogramów srebra. Ale w końcu przyszła kryska na Matyska – w 1307 roku król Francji Filip IV Piękny (zadłużony u nich powyżej uszu) dokonuje masowych aresztowań templariuszy i buntuje przeciw nim innych władców europejskich wraz z samym papieżem Klemensem V. Ten ulega naciskom władcy i w 1312 roku zawiesza działalność zakonu. Zarzucano mu muzułmańskie praktyki religijne, wewnętrzny upadek obyczajów, wręcz zapieranie się Chrystusa, uprawianie magii i licho wie, co jeszcze. Zapłonęły stosy i templariusze jako tacy zginęli, a król Francji zagarnął ich dobra i dzięki temu miał na dalsze huczne zabawy i swawole.
Krzyżacy w kolejności przynajmniej skończyli godnie – z bronią w ręku, jak na rycerzy przystało. O nich mówić nie będę, bo każdy, kto zna historię Polski, posiada wiedzę na ten temat.
Joannici natomiast wylosowali szczęśliwą kartę od losu, czego dowodem konkatedra św. Jana w Valletcie; ang. Saint John’s Co-Cathedral; malt. Kon-Katidralta’ San Ġwann, wybudowana w latach 1573-1578 (jako kościół zakonu joannitów). Została zaprojektowana przez maltańskiego architekta Girolamo Caspara, posiada osiem kaplic, z których każdą poświęcono jednemu z "języków" zakonu joannitów. Chodzi bowiem o to, że członkowie zakonu pochodzili z wielu państw Europy. Podzieleni byli na osiem grup narodowościowo-terytorialnych zwanych językami (Langues) lub prowincjami: Prowansja, Owernia, Francja, Anglia, Włochy, Niemcy, Aragonia i Kastylia. 
Skromniutki zewnętrzny wygląd kryje coś zachwycającego, czyli wnętrza, bogato urządzone przez włoskiego artystę Matteo Pretti. Przyjmuje się, iż jest to pierwszy barokowy kościół w Europie. Centralny punkt katedry stanowił ołtarz, a w nim – początkowo podnoszony na platformie obraz przedstawiający chrzest Chrystusa (obecnie znajduje się on w muzeum). Po zmianach wystroju katedry centralnym punktem jest marmurowe XVIII- wieczne arcydzieło Giuseppe Mazzuoliego, przedstawiające chrzest Chrystusa przez Jana Chrzciciela, patrona katedry. 
Ołtarz w centrum sanktuarium był darem wielkiego mistrza Carafa. Jego motyw centralny stanowi Ostatnia Wieczerza. Wszystko wykonano z brązu złoconego i lapis-lazuli, przed ołtarzem wisi srebrna lampa z wiecznym światłem, podtrzymywana przez dwóch aniołów, a będąca darem Bali Fra Vincenzo Rospigliosi z 1669 roku. Nawa główna liczy 53 metry długości i 15 metrów szerokości z bocznymi kaplicami dla każdego z języków, jakimi posługiwali się rycerze. Kaplice francuska, włoska i hiszpańska (Aragonii) lokują się najbliżej ołtarza głównego. Podłogę katedry pokrywają kolorowe płyty nagrobne zmarłych rycerzy zakonu. Niestety, podziemna krypta z trumnami nie jest udostępniona do zwiedzania. 
Ciekawostką jest, że naukowiec, który współcześnie przeprowadził pełne skatalogowanie płyt nagrobnych wraz z ustaleniem, kim byli pogrzebani rycerze, dostąpił zaszczytu dołączenia do joannitów. Ponieważ drzew na Malcie, nadających się do rzeźbienia czegokolwiek jest i było mało, sprowadzenie drewna do utworzenia drewnianych elementów wyposażenia, takich, jak kazalnice czy spowiednice, musiało kosztować krocie.
Ciekawy jest także Pałac Wielkich Mistrzów (ang. Grandmaster’s Palace) – zabytkowa budowla joannitów w Valletcie na Malcie, obecna siedziba urzędu prezydenta. Do 4 maja 2015 roku obradował tu parlament Malty, przeniesiony teraz na nowe miejsce. Pierwotnie była to drewniana budowla, którą w 1571 roku zakupił Zakon Kawalerów Maltańskich. W połowie wieku XVIII siedziba Wielkich Mistrzów była gotowa. Do pałacu trzy bramy wiodą na duży dziedziniec, a jedna – na mniejszy. Duży nazywany jest Dziedzińcem Neptuna, ze względu na stojący tu posąg z brązu, przedstawiający władcę głębin, a mały nazwano imieniem księcia Alfreda, jednego z synów królowej Wiktorii. 
Pałac Wielkiego Mistrza przez prawie trzy i pół wieku był centrum administracyjnym Malty. Oryginalna budowla z 1571 roku była siedzibą wielkiego mistrza Zakonu Maltańskiego św. Jana, a później, podczas brytyjskiego okresu kolonialnego, służyła jako pałac gubernatora. Wnętrze pałacu przypomina, kto był jego pierwszym rezydentem. 
Na ścianach wymalowano głównie bitwy morskie z udziałem okrętów zakonu. W wielu salach umieszczono dobrze zachowane zbroje, będące świetnym źródłem historii. Na podstawie zgromadzonych tu zbiorów można prześledzić, jak rozwijała się sztuka militarna. Korytarze zdobią podobizny wielkich mistrzów zakonu. Niestety, z powodu skąpo docierającego do korytarzy światła nie udało mi się uwiecznienie podobizn mistrzów w... miękkich paputkach na nogach. Muszą Państwo mi zatem wierzyć na słowo: pozują w kapciuszkach.
Zakon powstał jeszcze przed pierwszą krucjatą – jego prapoczątkiem był szpital św. Jana Chrzciciela, założony przez mieszczan z włoskiego państewka Amalfi. Przy szpitalu szybko powstało nieformalne bractwo zakonne pod wodzą legendarnego Gerarda. W czasie pierwszej krucjaty szpital Zamek Krak des Chevaliers w Syrii okazał się bardzo przydatną instytucją, istniejące przy nim bractwo przekształciło się natomiast pod wodzą Rajmunda de Puy w zakon rycerski, który w 1113 roku został oficjalnie uznany przez papieża Paschalisa II. W odróżnieniu od templariuszy i Krzyżaków, zakon joannitów miał od początku charakter międzynarodowy i przyjmowano do niego wszystkich szlachetnie urodzonych, chociaż czyniono pewne wyjątki dla ludzi utalentowanych, szczególnie zasłużonych dla zakonu.
Władcy powstałego na bazie sukcesów pierwszej krucjaty Królestwa Jerozolimskiego nadali joannitom obowiązek strzeżenia wewnętrznego bezpieczeństwa nowego państwa, co miało odciążyć jednostki liniowe. Ci, by temu sprostać, zaczęli w tym czasie budować całą sieć warowni i zamków na terenie Palestyny, a wśród nich – ogromną warownię-szpital Margat, która stała się później oficjalną siedzibą Zakonu. W 1144 roku Rajmund II, hrabia Trypolisu, oddał szpitalnikom olbrzymi Krak des Chevaliers. Zakon uzyskał w tym czasie także szereg przywilejów oraz dóbr w całej chrześcijańskiej Europie, gdzie powstała cała sieć komandorii, z których część funkcjonowała także w Polsce.
Po upadku Jerozolimy zakon przeniósł swój główny szpital do Akki, a siedzibę – do Margat. Po zdobyciu Akki przez Saracenów i upadku Królestwa Jerozolimskiego w roku 1291, zakon przeniósł się razem z templariuszami na Cypr. Po likwidacji zakonu templariuszy papież przekazał ich ziemie joannitom, jednak przejąć udało się nie wszystkie posiadłości. Nagły wzrost potęgi umożliwił joannitom, pod wodzą bezwzględnego Fulko de Villareta, zorganizowanie najazdu na Rodos, będącego formalnie pod władzą Bizancjum. 
Joannici zajęli i spacyfikowali całą wyspę, tworząc na jej terenie sprawnie zarządzane państwo zakonne. Rycerze przesiedli się z koni na okręty, a ich państwo stało się szybko potęgą morską, kontrolującą handel we wschodniej części Morza Śródziemnego i wspomagającą wzrost zamożności włoskich miast-państw, w tym – zwłaszcza Wenecji. Kontrola handlu morskiego bardzo przeszkadzała interesom Imperium Otomańskiego, dlatego podejmowało ono ciągłe ataki na Rodos zakończone wreszcie w roku 1521 sukcesem, co położyło kres państwu zakonnemu na tej wyspie.
Przez kilkanaście lat zakon tułał się po różnych krajach Europy, aż wreszcie cesarz niemiecki Karol V pozwolił w 1530 roku osiedlić się joannitom na Malcie, gdzie ci zbudowali port, szpital i warownię, z której ponownie zaczęli nękać okręty otomańskie. Spowodowało to szybką odpowiedź Imperium, aczkolwiek długotrwałe oblężenie Malty w 1565 przez wojska Sulejmana Wspaniałego nie przyniosło efektu. Zakon tym razem wygrał. 
W roku 1566 rozpoczęto budowę nowego miasta mającego stać się jego nową stolicą. Na cześć Jeana de la Valette, wielkiego mistrza w latach 1557-1568 dowodzącego wojskami zakonu podczas wielkiego oblężenia, miasto to nazwano Valletta (stolica współczesnej Malty).
Podobnie jak na Rodos, joannici stworzyli na Malcie świetnie zorganizowane państwo zakonne, które przetrwało aż do 1798, kiedy to zdążająca do Egiptu flota Napoleona bez większego oporu zajęła tę wyspę, przekształcając ją w zamorską prowincję francuską.
Większość dóbr, jakie joannici zostali zmuszeni pozostawić na Malcie, zajęły wojska francuskie. Nie cofnięto się nawet przed splądrowaniem kościołów, co wywołało bunt miejscowej ludności, początkowo przychylnej Francuzom. Należące do zakonu kosztowności zostały wywiezione z wyspy na statku "L’Orien", który podczas bitwy pod Abukirem został zatopiony wraz z całym ładunkiem. 
Po upadku Napoleona zakon odzyskał część swoich dóbr na Sycylii i w okolicach Ferrary, jednak trudności finansowe zmusiły joannitów do porzucenia ich i przeniesienia swojej siedziby do Rzymu. Formację zakonną w dawnej formie próbował jeszcze odtworzyć cesarz Austrii Ferdynand I, mianowany wielkim mistrzem. Dzięki jego staraniom joannici odzyskali około stu starych komandorii w Apulii i Lombardii, które zostały im ponownie zabrane przez Mussoliniego.
W XIX wieku rozproszeni po Europie kawalerowie maltańscy zaczęli zakładać nieformalne stowarzyszenia świeckie, będące odtworzeniem dawnej struktury przeoratów. Część z nich miała charakter katolicki, a część – protestancki. 
Pierwszym tego rodzaju stowarzyszeniem było Maltańskie Stowarzyszenie Reńsko-Westfalskie, założone w 1806 roku, a grupujące katolickich członków dawnego zakonu. Konkurencję mu stwarzał popierany przez królów Prus Baliwiat Brandenburski, który stał się elitarnym stowarzyszeniem pruskich junkrów. 
Oprócz tego na ich wzór podobne stowarzyszenia powstawały w innych krajach – w Anglii, Hiszpanii, Włoszech, Francji, Portugalii i Polsce. W czasie I i II wojny światowej organizowały one szpitale polowe, a w czasach pokoju prowadziły bądź nadal prowadzą liczne szpitale w całej Europie i w USA.
Po II wojnie światowej zakon stał się bardzo popularny w USA, gdzie jego szeregi zasiliło ponad dwa tysiące kawalerów. Charakter zakonny kawalerom maltańskim w 1953 roku przywrócił papież Pius XII. Jednocześnie zaczęło powstawać wiele organizacji podszywających się pod zakon.
Obecnie wszystkie katolickie stowarzyszenia kawalerów maltańskich mają jednaki statut i są oficjalnie częścią zakonu, zaś stowarzyszenie angielskie i protestanckie niemieckie funkcjonują niezależnie, chociaż stale współpracują i wymieniają doświadczenia z zakonem katolickim.
Zakon w swojej części katolickiej liczy dzisiaj około 10 tysięcy członków, zrzeszonych w sześciu wielkich przeoratach, 4 sub- przeoratach i 45 związkach narodowych. 450 członków jest Polakami. W 1994 zakon uzyskał status oficjalnego, stałego obserwatora przy ONZ. Nic w tym zresztą dziwnego, gdyż stanowi suwerenne państwo i jest oficjalnie uznawany przez rządy 92 państw na świecie, przy których posiada swoich ambasadorów. Na jego czele stoi Szkot z pochodzenia, wielki mistrz Andrew Bertie.
Co ciekawe, joannici byli i są obecni w Polsce. Kościół św. Jana Jerozolimskiego za murami w Poznaniu – to właśnie ich dzieło. Na ziemie polskie joannici zostali sprowadzeni przez księcia Henryka Sandomierskiego, który przed 1166 rokiem nadał im Zagość z kilkoma wsiami. W 1187 roku otrzymali natomiast kościół św. Michała Archanioła w Poznaniu, przemianowany na kościół św. Jana Jerozolimskiego (Jana Chrzciciela), a wkrótce potem kościoły w Tyńcu, Bardzie i Strzegomiu na Śląsku, gdzie powstały tzw. komandorie joannitów. 
W wieku XIII i później powstawały dalsze komandorie, m.in. na Pomorzu i Ziemi Lubuskiej. Zamek joannitów znajdował się w miejscowości Chwarszczany. W 1775 roku utworzono w Polsce wielki przeorat, połączony w 1798 roku przez cara Pawła I z przeoratem rosyjskim w jedno zgromadzenie (rozwiązane w 1817 roku). Związek Polskich Kawalerów Maltańskich powstał natomiast w 1927 roku. Po II wojnie światowej Związek odrodził się na emigracji, a w 1992 roku został reaktywowany w Polsce. 
Tradycja przynależności do zakonu joannitów przetrwała do dziś w wielu rodach szlacheckich i stanowi tytuł honorowy.
(Cdn.)
 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 8/2019

OŚWIATA

  • Studia nadal pożądane

POLITYKA

  • Na bieżąco

KULTURA

  • Intensywne lato "Wileńszczyzny"

ROCZNICE, JUBILEUSZE

  • "(...) trawy pachną i więdną po polsku"
  • Matka "Solidarności"

SPORT

  • Irennisima

W PRZESZŁOŚĆ ZAPATRZENI

  • Spotkanie po 60 latach
  • Ożyło Wilno, ożył Mickiewicz
  • Ku średniowieczu i wikingom

PODRÓŻE DALEKIE I BLISKIE

  • Malta – "rozdroże" między Afryką i Europą

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • W łagrach na "saratowskim szlaku"

MĄRDOŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O bezsensie sensu

Nasza księgarnia

Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie
Stanisław Moniuszko w Wilnie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie