Dzieło jezuitów i króla Jana Kazimierza

drukuj
Adam Redzik, 15.02.2021
Jan II Kazimierz Waza. To za jego królewskim podpisem zaistniała Akademia we Lwowie

Na 360. rocznicę założenia uniwersytetu we Lwowie

Uniwersytet Lwowski, znany w polskiej tradycji jako Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, to jeden z najważniejszych, a w wielu dziedzinach – najważniejszy ośrodek naukowy w historii polskiej nauki, a także kuźnia kadr dla odrodzonej w roku 1918 ojczyzny. Przed tym rokiem istniały dwa uniwersytety, na których nauczano po polsku i gdzie rozwijała się polska nauka – w stołecznym wówczas Lwowie (stolicy Królestwa Galicji i Lodomerii) oraz w Krakowie. Były to bez wątpienia perły kultury i nauki polskiej, podobnie jak w I połowie XIX wieku Uniwersytet Wileński czy Uniwersytet Warszawski, którego chlubą okrył epizodyczny czas Szkoły Głównej (1862-1869). 

Pisząc w 2011 roku o jubileuszu 350-lecia Uniwersytetu Lwowskiego, przywołałem słowa prof. Juliana Dybca: Dzieje wszechnicy lwowskiej to historia realizowania swoistej koncepcji uniwersytetu jako wartości absolutnej i uniwersalnej, a używane w pewnym okresie określenie akademia militans […] można śmiało rozciągnąć na cały okres jej dziejów. To prawda. Podążając ścieżkami przeszłości Uniwersytetu Lwowskiego, natkniemy się bowiem na liczne meandry, udowadniające, że w rzeczy samej był on "akademią walczącą". 
Owe skomplikowane i zawiłe momenty w dziejach uczelni kilkakrotnie doprowadzały do jej zamknięcia, ale zawsze – niczym feniks – powstawała z popiołów i w krótkim czasie rozkwitała na cały kraj. Dlatego też wydana w 2015 i wznowiona w 2017 roku obszerna, gdyż licząca ponad 1300 stron monografia o historii Uniwersytetu Lwowskiego, zatytułowana została Akademia Militans. Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie.

Początki: od kolegium jezuickiego do uniwersytetu

Dziś niemal powszechnie (w Polsce, na Ukrainie, w Austrii i w literaturze światowej) przyjmuje się, że Uniwersytet Lwowski powstał w 1661 roku, na podstawie dyplomu króla Jana II Kazimierza Wazy, choć ten nie uzyskał potaknięcia sejmowego, a i z zatwierdzeniem papieskim były problemy, ale o wszystkim po kolei.
Jezuici przybyli do Lwowa w końcu XVI wieku, a w 1608 roku założyli w mieście swoje szkoły. Poprzedziły to wizyty w tym grodzie wielu światłych ich przedstawicieli, jak Jakub Wujek (autor tłumaczenia Biblii na język polski) czy Marcin Laterna. Warto w tym miejscu odnotować, że wybudowanie kościoła i klasztoru zawdzięczali jezuici także poparciu znanego dobrze z kart podręczników szkolnych, wybitnego hetmana Stanisława Żółkiewskiego, który w lipcu 1608 roku przewodniczył ostatecznym pertraktacjom pomiędzy jezuitami a miastem, w wyniku czego przekazano im budynki i place oraz furtkę miejską, a następnie doprowadził do zatwierdzenia tego nadania na sejmie pacyfikacyjnym w 1609 roku przez króla Zygmunta III Wazę.
Jezuici od początku dbali o wysoki poziom nauczania w kolegium. Program oparto na Ratio studiorum i ten nie ustępował niczym wielu europejskim ośrodkom akademickim. W 1612 roku uruchomiono studium filozofii, a rok później – kurs matematyki. Liczba studiujących wzrosła w ciągu kilku lat do niemal pięciuset. Od 1646 roku lwowskie kolegium jezuickie posiadało własną drukarnię Typographia akademia collegii S.J. 
Już w połowie XVII wieku jezuici lwowscy zaczęli myśleć o przekształceniu szkoły w uniwersytet, ale realia polskie były takie, że Akademia Krakowska rościła sobie prawo do bycia jedynym uniwersytetem w państwie, a po utworzeniu przez króla Stefana Batorego uniwersytetu w Wilnie (1579 r.), jedynym uniwersytetem w części Rzeczpospolitej Obojga Narodów, czyli w Koronie. Starania jezuitów nasiliły się po unii hadziackiej z 16 września 1658 roku, w której przewidziano powołanie dwóch akademii w obrządku wschodnim, w tym – jedną w Kijowie, a drugą w miejscu mającym być wskazanym w przyszłości. Wówczas jezuici nasilili starania o formalne przekształcenie kolegium lwowskiego w akademię.
Królem był wówczas przychylny jezuitom Jan II Kazimierz Waza. W jego otoczeniu pracował związany ze Lwowem jezuita Jędrzej Sikorski. Na początku stycznia 1661 roku król gościł w krakowskim nowicjacie jezuickim przy kościele św. Macieja. Wówczas to Sikorski przedstawił mu gotowy dyplom erekcyjny akademii we Lwowie i 20 stycznia 1661 roku uzyskał aprobatę wraz z podpisem królewskim. Wkrótce potem, w Częstochowie, także pieczęć kancelarii większej koronnej oraz – wynikający stąd – wpis do księgi kanclerskiej. Dzięki temu oblata aktu erekcyjnego króla Jana Kazimierza zachowała się w księgach Metryki Koronnej, choć oryginał dyplomu zaginął. 
Tak powstał akt erekcyjny Uniwersytetu Lwowskiego, w którym król Polski, Wielki Książę Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki… etc. Jan II Kazimierz nadał kolegium jezuickiemu we Lwowie godność akademii i tytuł uniwersytetu. W dyplomie znalazły się także słowa: pozwalamy, aby w tymże kolegium generalne studium w każdym dozwolonym fakultecie ustanowione było, tj. teologii scholastycznej i moralnej, filozofii, matematyki, obojga praw, medycyny, sztuk wyzwolonych i nauk zgoła wszystkich, według przyjętego akademii i uniwersytetu zwyczaju i praktyki. 
Dyplom przewidywał w strukturze Uniwersytetu Lwowskiego cztery wydziały (teologii, filozofii, medycyny i prawa). Niestety, wskutek protestów Akademii Krakowskiej, a także Akademii Zamojskiej, ani sejm, ani papież nie zatwierdzili aktu erekcyjnego króla. Mimo to jezuici lwowscy używali na określenie prowadzonej przez siebie placówki nazwy "akademia", a od 1673 roku nadawali, choć w ograniczonym zakresie, stopnie naukowe z teologii i filozofii.
Wychowankami lwowskiego kolegium z tego okresu był m.in. biskup Ignacy Krasicki (1735-1801), który uczył się we Lwowie w latach 1743-1750. Wcześniej kilka lat w jezuickim kolegium lwowskim spędził Bohdan Chmielnicki (1595-1659), późniejszy przywódca kozaków.
Oprócz sporu z Akademią Krakowską szkoła jezuicka posiadała przeciwników wśród szlachty, duchowieństwa, a także mieszczan Lwowa, a mimo to trwała. Bywały jednak momenty trudne, jak ten, kiedy to z poparciem miejscowego biskupa pomocniczego do Lwowa przybyli w 1748 roku pijarzy z celem wybudowania elitarnej szkoły dla synów szlacheckich, na wzór utworzonego w 1740 roku przez księdza Stanisława Konarskiego Collegium Nobilium w Warszawie. Na Przedmieściu Gliniańskim na Łyczakowie od roku 1750 powstawał piękny budynek dla planowanego pijarskiego Collegium Nobilium, ale, zanim go ukończono, jezuici otworzyli własne Collegium Nobilium, co przyczyniło się do umocnienia pozycji ich szkół we Lwowie.
W 1758 roku przy poparciu arcybiskupa lwowskiego – Wacława Hieronima Sierakowskiego jezuici doprowadzili do potwierdzenia dyplomu erekcyjnego Akademii Lwowskiej, wydanego przez króla Jana Kazimierza. Dokonał tego 18 kwietnia tego roku król August III Sas. Dyplom ten zatwierdzony został bullą papieża Klemensa XIII z 24 marca 1759 roku, ale nie uzyskał zatwierdzenia sejmowego. Mimo to 11 grudnia 1759 roku odbyło się uroczyste otwarcie akademii i promocja pierwszych doktorów, wśród których był późniejszy poeta Franciszek Karpiński (1741-1825), m.in. autor kolędy Bóg się rodzi czy pieśni Kiedy ranne wstają zorze. 
W tym czasie w Akademii Lwowskiej oprócz przedmiotów humanistycznych, filozofii i teologii, wykładano astronomię, architekturę, jak też elementy prawa kościelnego, a wśród studentów do 30 proc. stanowili Rusini. Jednym z najbardziej znanych do dziś profesorów lwowskiej akademii był wykładający wówczas w niej filozofię Grzegorz Piramowicz (1735-1801), który zasłynął potem ogromnym zaangażowaniem w prace Komisji Edukacji Narodowej, a przede wszystkim – w powołanego przy niej w 1775 roku Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych, którego był sekretarzem. To przede wszystkim jemu przypisuje się osiągnięcia Towarzystwa w postaci wydanych 27 podręczników dla szkół średnich i parafialnych.
Tymczasem toczyła się znacznie bardziej bezwzględna niż dotychczas wojna pomiędzy Akademią Lwowską a odmawiającą jej prawa istnienia Akademią Krakowską, wspieraną przez Akademię Zamojską. Sprawa ostatecznie zawisła w najwyższych instytucjach sądowych Rzeczypospolitej, choć nigdy nie została rozstrzygnięta. 
Po objęciu tronu przez Stanisława Poniatowskiego, jezuici zrezygnowali z uroczystych promocji stopni naukowych, ale nic nie zmienili w dotychczasowym akademickim programie nauczania, a także w wewnętrznej nomenklaturze. Wybitny działacz polskiego oświecenia – ksiądz Hugo Kołłątaj napisał w dziele pt. Stan oświecenia w Polsce w ostatnich latach panowania Augusta III 1750-1764, że kolegium lwowskie z powodu poziomu nauczania w nim traktowane być mogło jako uniwersytet i w rzeczy samej tak je powszechnie uważano.
W takim stanie Akademia Lwowska dotrwała do I rozbioru Polski w 1772 roku, w wyniku którego Lwów przypadł cesarstwu austriackiemu. Rok później papież Klemens IV bullą z 21 lipca 1773 roku pt. Dominus ac Redempter Noster zlikwidował zakon jezuitów, a tym samym i jezuickie szkoły, w tym – Akademię Lwowską. Pozostały budynki, biblioteka i część byłej profesury.

Prowincjonalny austriacki uniwersytet – nadzieja dla Galicji

Już w 1774 roku cesarzowa Maria Teresa skierowała do Lwowa – stolicy nowego kraju koronnego – dwóch doktorów prawa i medycyny, aby objęli posady nauczycielskie (profesorskie). W budynku popijarskim zorganizowano szkołę dla elity szlacheckiej – Collegium Theresianum. Ludwik Finkiel, a za nim kolejni autorzy wskazują, że już wtedy pojawił się pomysł utworzenia we Lwowie klasycznego czterowydziałowego uniwersytetu państwowego. 
Plany te zrealizował dopiero cesarz Józef II, który 21 października 1784 roku podpisał dyplom fundujący uniwersytetu we Lwowie z wydziałami: teologii, prawa, filozofii i medycyny. Ten siedzibę otrzymał w budynkach potrynitarskich przy ul. Krakowskiej (w miejscu, gdzie dziś znajduje się cerkiew Przemienienia Pańskiego, której część murów pamięta trynitarzy i uniwersytet). Uroczysta inauguracja miała miejsce 16 listopada 1784 roku. Językiem wykładowym była łacina, a posiłkowo stosowano polski i niemiecki.
Niedługo cieszył się wszak Lwów uniwersytetem, bo po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej do Austrii włączono uniwersytecki Kraków. Utrzymywanie dwóch tego typu uczelni w jednym kraju nie odpowiadało polityce państwa. Postanowiono więc, że Uniwersytet Lwowski zostanie przeniesiony formalnie do Krakowa, a we Lwowie pozostanie szkoła średnio-wyższa, czyli ówczesne liceum, o strukturze właściwie uniwersyteckiej. Miało to miejsce w 1805 roku.
Cztery lata później Austria utraciła na rzecz Księstwa Warszawskiego Kraków (Lwów także zajęły wojska polskie, ale ostatecznie miasto oddano Austriakom). Kraj Galicji i Lodomerii pozostał bez uniwersytetu. Nie zmieniło się to po Kongresie Wiedeńskim (1815), na którym postanowiono m.in., że powstanie Rzeczpospolita Krakowska, jako niemal niezależny byt polityczny. 
W związku z powyższym, 7 sierpnia 1817 roku cesarz Franciszek postanowił odtworzyć we Lwowie uniwersytet – oczywiście na bazie istniejącego liceum. Uroczysta inauguracja – według programu z 1784 roku – odbyła się 4 listopada 1817 roku. Odtąd uniwersytet nosił nazwę: C.K. Uniwersytet Imienia Cesarza Franciszka I lub C.K. Uniwersytet Franciszka I we Lwowie.
Uczelnia, choć przewidziana jako czterowydziałowa, nie otworzyła Wydziału Lekarskiego, a jedynie kilka katedr medycznych i Studium Medyko-Chirurgiczne. Reaktywowanie Wydziału Lekarskiego nastąpiło dopiero w 1894 roku, gdy uczelnia była już najświetniejszym polskim ośrodkiem naukowym w świecie, konkurującym jedynie z Wszechnicą Jagiellońską w Krakowie. 
Zanim doszło do polonizacji, uniwersytet przeżył dwa okresy germanizacji, przecięte wiosną wolności 1848 roku i zniszczeniem tej placówki naukowej przez wojska austriackie jesienią 1848 roku. Spłonął wówczas gmach uczelni, znaczna część biblioteki i archiwum. Ucierpiały też insygnia uniwersyteckie. Budynki nie nadawały się do remontu. Przez niespełna trzy lata wykłady odbywały się więc w Ratuszu. W 1851 roku na rzecz uniwersytetu przekazano gmach odebrany po Wiośnie Ludów jezuitom – przy późniejszej ulicy św. Mikołaja (przed epoką Józefa II należący do skasowanego zakonu trynitarzy), który do dziś jest budynkiem uniwersyteckim. W II Rzeczypospolitej określany on był starym gmachem uniwersyteckim. To właśnie w nim rozwijała się wielka nauka.

Lata rozkwitu: autonomia, polonizacja i intensywny rozwój uniwersytetu

Od początku lat 60. XIX wieku język polski i język ruski (ukraiński) stawały się językami urzędowymi w administracji, sądownictwie, szkolnictwie ludowym (czyli elementarnym) i średnim, aż trafiły do szkół wyższych. Tu szybko zaczął dominować język polski, gdyż większość inteligencji Galicji mówiła po polsku i przyznawała się politycznie do narodowości polskiej, a oprócz tego w okresie tym znaczna część ludności ruskiej (ukraińskiej) uznawała język polski za swój "szkolny" (co potwierdzają także ankiety).
Z czasem, wraz z rozwojem identyfikacji narodowej, uległo to zmianie. Od początku lat 70. uniwersytet był już placówką polską, choć formalnie utrakwistyczną, a więc dwujęzyczną, w której wykładano w językach krajowych, czyli po polsku i po rusku. W rzeczywistości w języku ukraińskim nauczano na kilku katedrach na Wydziale Teologii, Wydziale Filozoficznym i Wydziale Prawa (często istniały dwie katedry tego samego przedmiotu – polska i ukraińska, tak było na Wydziale Prawa). Wypada odnotować, że fakt zaistnienia języka ruskiego jako uniwersyteckiego miał ogromne znaczenie w procesie kształtowania się nowożytnego języka ukraińskiego.
Intensywny rozwój Uniwersytetu Lwowskiego rozpoczął się właśnie w okresie autonomii, gdy był on już ośrodkiem właściwie polskim. Wcześniej profesorowie niemieccy i czescy nie traktowali Lwowa jako miejsca docelowego, ale jako krótki etap przejściowy, co nie sprzyjało rozwojowi nauki, a ci spośród nich, którzy zostawali we Lwowie, najczęściej nie przeszli do dziejów nauki.
Najlepiej zapamiętaną postacią z profesury uniwersyteckiej okresu przedautonomicznego jest zapewne do dziś historyk Józef Mauss (1778-1856), nazywany "perłą między profesorami", za wybitne zdolności dydaktyczne i umiejętności oratorskie (bo dorobku naukowego nie zostawił). Gdy w 1831 roku, podczas odczytywania listy obecności, poinformowano prof. Maussa, że jeden ze studentów poszedł walczyć o Polskę, ten powiedział: Poszedł spełnić swój obowiązek.
Wskutek upadku kolejnych powstań narodowych do Lwowa trafiali uczeni z Królestwa Kongresowego, szczególnie – po Powstaniu Styczniowym. Spośród ważnych postaci powstania z uczelnią we Lwowie związali się: prawnik Stanisław Szachowski, chemik Bronisław Radziszewski czy wybitny uczony, podróżnik i zesłaniec syberyjski Benedykt Dybowski (1833-1930), który katedrę we Lwowie objął w roku 1883. Radziszewski profesorem chemii ogólnej i farmaceutycznej był natomiast od 1872 roku. Dziś jest on stawiany w wielkiej trójcy polskich chemików dziewiętnastowiecznych, obok Jędrzeja Śniadeckiego i Marcelego Nenckiego. Niektórzy kolejni profesorowie, jak chociażby Juliusz Makarewicz, byli dla odmiany potomkami powstańców styczniowych.
W latach 1911-1912 Uniwersytet Lwowski uroczyście obchodził swoje 250-lecie. W tym czasie uczelnia była trzecim uniwersytetem w monarchii – pod względem liczby studiujących, jak i pod względem potencjału naukowego. Ponieważ w okresie tym dawał znać o sobie konflikt polsko-ukraiński o uniwersytet, uroczystość 250-lecia zbojkotowała większość ukraińskich profesorów. 
Tuż przed pierwszą wojną światową przygotowywano się do zakrojonych na ogromną skalę inwestycji budowlanych. Rozpisano konkurs na projekt nowego głównego gmachu uniwersytetu, na który napłynęło kilkadziesiąt interesujących projektów. Wybuch zakrojonego na szeroką skalę konfliktu zbrojnego wstrzymał prace, których już nie podjęto, gdyż po 1918 roku uniwersytet otrzymał piękny gmach po Sejmie Krajowym (zdecydowano o tym uchwałą Sejmu z lutego 1921 roku. W 1919 roku uniwersytetowi nadano formalnie imię króla założyciela, odtąd nazwa uczelni – to Uniwersytet Jana Kazimierza (UJK).
W ostatnich dziesiątkach XIX stulecia na Uniwersytecie Lwowskim wykształciło się kilka szkół naukowych, a jeszcze więcej – w okresie II RP.
Wśród najstarszych wymienia się szkołę botaniczną Dybowskiego, szkołę chemiczną Radziszewskiego. Najbardziej znaną szkołą jest zapoczątkowana w roku 1895, kiedy to wykłady we Lwowie podjął Kazimierz Twardowski – jeden z najwybitniejszych filozofów XIX i XX wieku, tzw. lwowsko-warszawska szkoła filozoficzna, do której należeli m.in.: Kazimierz Ajdukiewicz, Tadeusz Kotarbiński, Stanisław Leśniewski, Jan Łukasiewicz, Alfred Tarski, Zygmunt Zawirski, Tadeusz Czeżowski, Władysław Witwicki, Maria Ossowska, Stanisław Ossowski, Władysław Tatarkiewicz i Izydora Dąmbska.
Ogromne zasługi dla badań nad dziejami Polski mieli historycy, jak np.: Tadeusz Wojciechowski, Ksawery Liske (twórca lwowskiej szkoły historycznej), Ludwik Finkel, a dla badań literatury polskiej – Antoni Małecki, Roman Pilat, Wilhelm Bruchnalski, a potem – Juliusz Kleiner.
Od 1898 roku do końca pierwszej wojny światowej na Wydziale Filozoficznym wykładał Szymon Askenazy, twórca tzw. szkoły historycznej lwowsko-warszawskiej (lub "szkoły Askenazego"), opozycyjnej do szkoły krakowskiej, bo upatrującej przyczyn upadku Polski w XVIII stuleciu bardziej w czynnikach zewnętrznych. Poprzez pisane z ogromnym umiłowaniem Najjaśniejszą Rzeczypospolitą i powszechnie czytane książki Askenazy stał się wychowawcą pokoleń Polaków. Jego Księcia Józefa Poniatowskiego utożsamiano w latach 1914-1920 z Józefem Piłsudskim, z którym ponoć Askenazy grywał we Lwowie w szachy. Uczniami Askenazego byli m.in.: Marian Kukiel, Władysław Konopczyński czy Adam Skałkowski.
Lwowską szkołę fizyki rozsławił Marian Smoluchowski (1872-1917), od 1898 roku profesor tego przedmiotu. Zajmował się m.in. badaniem Ruchów Browna i podał matematyczny opis tego zjawiska. Jego nazwisko nosi jedno z równań teorii dyfuzji. Tylko przedwczesna śmierć spowodowała, że ten wybitny uczony nie otrzymał Nagrody Nobla… za jego badania sięgnęli po nią inni. Wspomnienie pośmiertne Smoluchowskiemu poświęcił m.in. Albert Einstein, który część swoich badań oparł właśnie na ustaleniach polskiego uczonego.
Na Wydziale Prawa od 1887 roku profesorem prawa polskiego był Oswald Balzer – autor wznawianych do dziś dzieł, jak Genealogia Piastów, uczony powszechnie znany i szanowany w całym świecie naukowym. To jemu zawdzięczamy m.in. utrzymanie nazwy państwa w formie Rzeczpospolita Polska, nazwy polskiego złotego. Od 1877 roku wykładał tu również Ernest Till, któremu odrodzona już Polska zawdzięczała projekt kodeksu zobowiązań oraz stworzoną wokół niego lwowską szkołę prawa prywatnego, której najwybitniejszymi przedstawicielami byli Roman Longchamps de Berier oraz Kazimierz Przybyłowski. 
Niezwykle cenionym wśród studentów i uczonych był Stanisław Starzyński, profesor prawa konstytucyjnego od 1889 roku, a jednocześnie wieloletni poseł do parlamentu austriackiego, który walnie przyczynił się do znacznego zwiększenia w 1907 autonomii Galicji. Ponadto był prawdopodobnie pierwszym polskim uczonym, który domagał się wprowadzenia w odrodzonym państwie polskim Trybunału Konstytucyjnego (wcześniej zaproponował jego nazwę), o czym współczesna literatura jakoś nie pamięta (pierwszy Trybunał Konstytucyjny powstał w 1920 roku w Austrii, a za jego poprzednika uchodzi Trybunał Państwa, którego członkiem był również profesor Starzyński. W Polsce Trybunał Konstytucyjny powołano dopiero w 1985 r.). Do dziś jeden z przepisów austriackiej konstytucji określany jest jako lex Starzyński.

Lata świetności: Uniwersytet Jana Kazimierza w II Rzeczypospolitej – primus inter partes

W literaturze przyjęła się opinia, że w okresie II Rzeczypospolitej Uniwersytet Jana Kazimierza podupadł, że stał się uczelnią kresową, ustępującą ośrodkom warszawskiemu i krakowskiemu. Jest ona jednak nieuzasadniona. Zmienił się, co prawda, jej charakter, po tym, jak w roku 1919 odeszła większość profesorów i studentów ukraińskich (ci pierwsi w większości odmówili złożenia przysięgi na wierność Państwu Polskiemu), a część polskiej profesury wyjechała ze Lwowa celem utworzenia nowych polskich uniwersytetów. 
Problemy kadrowe, z jakimi UJK borykał się w początkach lat 20., szybko jednak minęły, bo zatrudniono licznych młodych uczonych, którzy wznieśli tę uczelnię na wyżyny dotąd nieosiągalne, szczególnie – w dziedzinie nauk matematyczno-przyrodniczych. Tymczasem w powojennej literaturze przeniesiono je błędnie na całe dzieje uczelni w dwudziestoleciu międzywojennym.
Odpływ sił naukowych z uniwersytetów galicyjskich po tym, jak Polska odzyskała niepodległość, a wraz z tym, jak zaczęły powstawać lub odtwarzać się uniwersytety w Warszawie, w Wilnie, w Poznaniu i Lublinie, był koniecznością. Skąd bowiem miały się brać kadry budowanych ośrodków nauki, jak z nie dotychczasowych uniwersytetów, czyli przede wszystkim z owych dwóch polskich – w Krakowie i we Lwowie. 
Trzeba podkreślić, że to w okresie II RP powstały lub rozwinęły się na UJK szkoły naukowe, które weszły do powszechnych dziejów nauki, gdyż ich dokonania nie zamykały się w granicach Polski. Nie sposób wszak wymienić wszystkie.
Na całą Polskę promieniowała wówczas wspomniana szkoła filozoficzna Kazimierza Twardowskiego. Kwitła szkoła Juliusza Makarewicza (1872-1955) – najwybitniejszego w dziejach XIX i XX wieku znawcy prawa karnego, autora kodeksu karnego z 1932 roku, który do dziś (choć nie obowiązuje od ponad lat czterdziestu) jest niemal wyrocznią dla zajmujących się prawem karnym. Ze szkoły profesora Makarewicza wywodził się Rafał Lemkin (1900-1959), powszechnie znany jako twórca terminu ludobójstwo (genocide) oraz główny autor projektu Konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, którą Zgromadzenie Ogólne przyjęło 9 grudnia 1948 roku. Wychowankami lwowskiego prawa byli też dwaj inni wybitni juryści światowi: Hersch Lauterpacht (1897-1960), m.in. autor definicji zbrodnia przeciwko ludzkości, przyjętej w regulaminie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze w 1945 roku, czy Ludwik (Louis) Sohn (1914-2006), współtwórca Karty Narodów Zjednoczonych.
Dla nauki światowej najważniejsze znaczenie miały jednak osiągnięcia lwowskich uczonych w dziedzinie matematyki, chemii i medycyny. Powszechnie znana jest dziś obrosła legendą lwowska szkoła matematyczna, której właściwym twórcą był Stefan Banach (1892-1945). Ten pochodzący z biednej i rozbitej rodziny, a odkryty przez profesora matematyki UJK Hugo Steinhausa geniusz matematyki oraz stworzone wokół niego środowisko przynosi do dziś chlubę polskiej nauce.
Banach był profesorem na Uniwersytecie Lwowskim od 1922 roku do swej przedwczesnej śmierci w 1945 roku. Jego zasługą były słynne spotkania w lwowskiej Kawiarni Szkockiej (przy ul. Akademickiej), gdzie na blacie jednego ze stolików, a potem w tzw. Księdze Szkockiej tworzyła się wielka matematyka. Szczególne umiłowanie zdradzał profesor Banach do analizy funkcjonalnej, do dziś niesłychanie ważnej w najnowszych zastosowaniach "królowej nauk". Zdefiniowane i opisane przez niego przestrzenie "B", określa się dziś powszechnie "przestrzeniami Banacha". Uczniami i współpracownikami tego wybitnego naukowca oraz jego mistrza – profesora Steinhausa byli m.in.: Herman Auerbach, Leon Chwistek, Władysław Hepter, Marek Kac, Stefan Kaczmarz, Antoni Łomnicki, Stanisław Mazur, Władysław Orlicz, Stanisław Ruziewicz, Stanisław Saks, Juliusz Paweł Schauder, Włodzimierz Stożek i współtwórca amerykańskiej bomby termojądrowej Stanisław Ulam.
Geniuszem chemii, a właściwie biochemii i twórcą tzw. lwowskiej szkoły biochemicznej był Jakub Karol Parnas (1884-1949) – profesor Wydziału Lekarskiego UJK od 1920 roku i kierownik katedry Chemii Lekarskiej. Lista jego sukcesów jest znaczna, choć znany jest przede wszystkim jako odkrywca fosforolizy glikogenu, co było efektem badań nad metabolizmem mięśni, do których jako jeden z pierwszych zastosował metody izotopowe. 
Nazwisko tego polskiego uczonego pojawiało się jako kandydata do Nagrody Nobla, a w nauce zostało utrwalone m.in. w nazwie schematu EMP, czyli Embdena-Meyerhofa-Parnasa, którym opisano ciąg przemian związków fosforowych w mięśniach, począwszy od wspomnianej fosforolizy glikogenu po wytwarzanie kwasu mlekowego. W ostatnich latach życia z profesora Parnasa próbowano uczynić uczonego sowieckiego. Zmarł po aresztowaniu przez funkcjonariuszy NKWD na moskiewskiej Łubiance.
Za geniusza medycyny uważany jest pochodzący z rodziny austriackiej z Moraw Rudolf Weigl (1883-1957) – wynalazca pierwszej skutecznej szczepionki przeciwko tyfusowi plamistemu, do której produkcji wykorzystał… wszy, jako owady laboratoryjne. Profesorem Wydziału Lekarskiego UJK był od 1920 roku. Podczas II wojny światowej, dzięki jego Instytutowi Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami, działającemu zarówno w czasie sowieckiej okupacji Lwowa (1939-1941), jak i niemieckiej (1941-1944), uratowano około 5 tysięcy przedstawicieli lwowskiej inteligencji, w tym – ogromną liczbę naukowców, także żydowskich, gdyż o doborze "karmicieli wszy" i personelu instytutu decydował tylko profesor Weigl. 
Wszystkim zatrudnionym i karmiącym wszy dla Instytutu prof. Weigla, wydawano zaświadczenia, co gwarantowało im nietykalność ze strony Niemców, gdyż produkowana przez profesora szczepionka dostarczana była dla żołnierzy niemieckich na froncie wschodnim. Oprócz produkcji dla Niemców prof. Weigel przygotował też szczepionkę, którą za pośrednictwem żołnierzy AK dostarczano do gett, w tym – do getta lwowskiego, ale też do warszawskiego. Karmicielem wszy w Instytucie prof. Weigla był m.in. prof. Stefan Banach.
Profesora Weigla wystawiano wielokrotnie jako kandydata do Nagrody Nobla, w 1942 roku kandydatury jego nie poparły Niemcy za odmowę podpisania Reichlisty, do czego ze względu na swoje pochodzenie był wielokrotnie nagabywany (odpowiedział wówczas Niemcom: Człowiek raz na całe życie wybiera sobie narodowość. Ja już wybrałem). Z kolei w 1948 roku Nagrodę Nobla dla prof. Weigla, do której zgłosiła go Szwedzka Akademia, zablokowały władze komunistyczne, oskarżając uczonego o kolaborację z Niemcami.
Przykładów wybitnych polskich uczonych, związanych z lwowską uczelnią można wskazywać bardzo wiele. Od nazwiska profesora Wydziału Lekarskiego UJK we Lwowie – Edmunda Biernackiego pochodzi nazwa wskaźnika opadania erytrocytów we krwi, czyli tzw. OB., jakże pomocne w badaniu stanów zapalnych. Profesorowi tego samego wydziału Adolfowi Beckowi zawdzięcza światowa medycyna postęp w badaniach nad prądami czynnościowymi mózgu (współodkrywca w 1890 r.) i badanie mózgu o nazwie elektroencefalografia, czyli EEG. Jak też tu nie wspomnieć o Eugeniuszu Romerze, wybitnym geografie i kartografie oraz jego nowoczesnej szkole kartograficznej; o Henryku Arctowskim, jego podróżach badawczych i badaniach geologicznych, geofizycznych i meteorologicznych; Janie Czekanowskim i jego szkole antropologicznej, Juliuszu Kleinerze oraz o innych.
To tylko niektóre przykłady osiągnięć na polu nauki uczonych z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Wydaje się, że w wielu dziedzinach nauki UJK we Lwowie nie miał sobie równych w skali kraju, a często także Europy. Tak było w dziedzinie matematyki, niektórych działów chemii i medycyny, kartografii, historii oraz wielu wydziałów prawa, w szczególności – prawa prywatnego, prawa karnego, konstytucyjnego i międzynarodowego. 
Twórcami najważniejszych międzywojennych regulacji prawnych byli przede wszystkim uczeni z Wydziału Prawa UJK, choć nie dominowali liczebnie w składzie Komisji Kodyfikacyjnej RP – kodeks karny z 1932 roku (Juliusz Makarewicz, kodeks zobowiązań (Ernest Till, Roman Longchamps de Berier), kodeks handlowy z 1934 roku (Aleksander Doliński), prawo upadłościowe i układowe (Maurycy Allerhand).
Dziełem profesora UJK Ludwika Ehrlicha było powołanie w 1930 roku jedynego w tej części Europy Studium Dyplomatycznego, działającego jako trzyletnie studium przy Wydziale Prawa UJK, a ukierunkowanego na potrzeby nowożytnej dyplomacji. Wykładowcami studium byli wybitni uczeni oraz doświadczeni dyplomaci. Studenci odbywali praktyki w ambasadach i konsulatach, zaś absolwenci uzyskiwali stopień magistra dyplomacji. 
Absolwentem studium był m.in. wspomniany Ludwik Sohn oraz Jan Kozielewski, czyli późniejszy kurier Polskiego Państwa Podziemnego – Jan Karski, który informował ich o terrorze w okupacyjnej Polsce i dokonywanej rękoma niemieckimi na ziemiach polskich zagładzie polskich Żydów. Znamienna była ignorancja w tej kwestii prezydenta Franklina Delano Roosevelta i komentarz sędziego Sądu Najwyższego USA Felixa Frankfurtera: Pan mówi prawdę, a ja nie jestem w stanie panu wierzyć.

Zagłada Uniwersytetu Jana Kazimierza

Ostatnim okresem działalności we Lwowie polskiego uniwersytetu był czas wojny i kolejnych trzech okupacji: sowieckiej (1939-1941), niemieckiej (1941-1944) i drugiej sowieckiej (1944-1946) – za datę graniczną przyjęto rok 1946, gdyż wówczas opuścił Lwów ostatni tzw. transport uniwersytecki, wywożący do nowej Polski lwowskich uczonych.
Po bohaterskiej obronie miasta przed Niemcami, postanowiono poddać je Sowietom. 23 września 1939 roku wkroczyła do Lwowa Armia Czerwona. 28 września odbył się na uniwersytecie wiec (mityng), podczas którego zdeklarowano uruchomienie uniwersytetu. Tę deklarację wykorzystał rektor prof. Roman Longchamps de Berier i ogłosił zapisy na pierwszy trymestr roku akademickiego 1939/1940. 
Z początkiem października rozpoczęły się zajęcia – w zasadzie według przedwojennych programów. 18 października 1939 roku polski rektor został odwołany, a jego miejsce zajął wrogi wobec Polaków działacz partyjny z Kijowa – Mychajło Marczenko, który nie miał nawet pełnego wyższego wykształcenia. 1 grudnia 1939 roku Wszechzwiązkowy Komitet do spraw Szkół Wyższych przy Radzie Komisarzy Ludowych ZSRR wydał zarządzenie o zmianie nazwy Uniwersytetu Jana Kazimierza na Lwowski Państwowy Uniwersytet ZSRR. 
Z dniem 3 stycznia 1940 roku zwolniono większość polskich profesorów i młodszych sił naukowych, a 8 stycznia uniwersytetowi nadano imię Iwana Franki, ukraińskiego pisarza, poety i działacza społeczno-politycznego. Z powodu braków kadrowych w 1940 roku ponownie zaczęto jednak zatrudniać uczonych polskich. Tak było z profesorem Romanem Longchamps de Berier czy z profesorem Maurycym Allerhandem.
Od jesieni 1939 roku sowieckie służby polityczne prowadziły stałą akcję, wymierzoną w polską inteligencję. Wielu uczonych, nauczycieli, inteligencji zostało zamordowanych w ramach zbrodni katyńskiej. Na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej znajdują się liczni uczeni, związani z Uniwersytetem Lwowskim, jak: Ludwik Dworzak, Zenon Wachowski czy Władysław Mikuszewski. Wielu rozstrzelano we Lwowie i w okolicy. Wielu znalazło się w łagrach i najcięższych więzieniach Moskwy. W taki sposób poniósł męczeńską śmierć ekonomista i polityk, profesor Uniwersytetu Lwowskiego Stanisław Głąbiński. Inni, jak profesorowie Edward Dubanowicz bądź Stanisław Grabski, przeżyli wywózkę i po podpisaniu przez rząd polski układu z ZSRR (będącego następstwem najazdu hitlerowskich Niemiec na stalinowski ZSRR), opuścili nieludzką ziemię.
Po wkroczeniu do Lwowa Niemców uniwersytet zamknięto. W nocy z 3 na 4 lipca 1941 roku aresztowano 23 uczonych oraz członków ich rodzin, a nad ranem 4 lipca rozegrała się tragedia na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, czyli zamordowanie aresztowanych, w tym – ostatniego rektora UJK Romana Longchamps de Berier z trzema młodymi synami. Najwięcej bestialsko uśmierconych uczonych związanych było z Wydziałem Lekarskim UJK oraz z Politechniką Lwowską. 
W ramach tej zbrodni Niemcy zamordowali też aresztowanego dzień wcześniej byłego premiera Polski, profesora Politechniki Lwowskiej – Kazimierza Bartla. W kolejnych miesiącach ofiarą niemieckiej machiny zbrodniczej padło wielu polskich profesorów. Zamordowanych zostało większość uczonych pochodzenia żydowskiego, jak prof. Allerhand (w obozie janowskim we Lwowie). Uczeni padali też ofiarami antypolskiej polityki nacjonalistów ukraińskich.
Badania źródłowe wskazują, że Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie w okresie wojny i okupacji poniósł największe straty osobowe wśród polskich uczonych. Okoliczności śmierci części z nich do dziś nie znamy, szczególnie tych zamordowanych przez NKWD w latach 1939-1941.
W czasie niemieckiej okupacji Lwowa, mimo strat osobowych, licznych aresztowań, zagrożeń ze strony Niemców oraz współpracujących z nimi Ukraińców, profesorowie przedwojennego UJK zorganizowali tajny UJK, którego rektorem został poprzednik zamordowanego 4 lipca 1941 roku ostatniego rektora, Edmund Bulanda, archeolog. Nauczanie odbywało się na każdym wydziale, których dziekanami byli ostatni przedwojenni dziekani. Tajny UJK funkcjonował w zasadzie do 1945 roku, tj. do wyjazdu większości polskich uczonych ze Lwowa. Odnotować należy wielokrotnie pomijany w literaturze fakt, że gdy w lipcu i sierpniu 1944 roku odtwarzano Uniwersytet Lwowski, niemal wszyscy dziekani mieli polskie pochodzenie; dziekanem Wydziału Matematycznego był Stefan Banach.
Już w 1944 roku Sowieci przystąpili do usuwania Polaków z uniwersytetu, jak też ze Lwowa. W 1945 roku zorganizowano dwa kolejne kolejowe transporty do Krakowa, tzw. transporty akademickie. W ten sposób w 1945 roku przybył do grodu legendarnego Kraka rektor tajnego Uniwersytetu Jana Kazimierza prof. Edmund Bulanda, przywożąc ze sobą pieczęcie oraz berła UJK (obecnie znajdują się one w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Collegium Maius). Podobnie jak znaczna część profesorów UJK we Lwowie, prof. Bulanda został profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, który tworzył inny były rektor – Stanisław Kulczyński – pierwszy zresztą rektor Uniwersytetu Wrocławskiego. Do dziś uczelnia ta uważana jest za polskiego spadkobiercę tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.

Przywołując pamięć

Do dziedzictwa Uniwersytetu Lwowskiego, sięgającego tradycją aktu erekcyjnego z 1661 roku, wydanego przez króla Jana Kazimierza, nawiązuje obecny Lwowski Narodowy Uniwersytet im. Iwana Franki. Na frontonie głównego gmachu uczelni umieszczono napis Universitatis Leopoliensis 1661, a rok 2011 prezydent Ukrainy ogłosił rokiem wielkiego jubileuszu 350-lecia uczelni. Obchodzono go przez cały rok, począwszy od 20 stycznia. Coraz częściej uczelnia posługuje się też nazwą Uniwersytet Lwowski.
W Polsce pamięć o Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie nie jest powszechna, acz stanowi stały element wielkości grodu Semper Fidelis, bez którego nie ma polskiej kultury, nauki, nie ma polskiej historii, bo – jak pisał w 1907 roku Tadeusz Boy-Żeleński – był on jedną z trzech polskich stolic:
Kraków, Warszawa i nasz Lwów prastary,
Ten beniaminek wszystkich polskich serc,
Naszego ducha wszak to trzy filary, 
Naszej kultury tyleż dzielnych twierdz. […]

 

komentarze (Aby komentować musisz być zarejestrowanym użytkownikiem - zarejestruj się lub zaloguj)

W ostatnim numerze

W numerze 2/2021

POD ZNAKIEM SPISÓW LUDNOŚCI

  • Rodaku, daj się policzyć!
  • Wileńszczyzna polskością stoi

WIARĄ SILNI

  • Lutowe wspomnienie fatimskich dzieci
  • 2021 – Rokiem kardynała Stefana Wyszyńskiego

POLITYKA

  • Na bieżąco

110 LAT MUZEUM WIESZCZA W WILNIE

  • Dom przy zaułku Bernardyńskim

PRZODKOM – W HOŁDZIE

  • Wołłk-Łaniewscy, Korwin-Milewscy, Umiastowscy
  • Dzieło jezuitów i króla Jana Kazimierza

RODAKÓW LOS NIEZŁOMNY

  • Styczyńscy. Spod Wilna na Syberię
  • Męczeństwo kresów 1918-1956

MĄDROŚĆ LUDZKA SIĘ KŁANIA

  • O meandrach poznania

POZNAJMY POLSKĘ

  • Krzyż na Giewoncie – symbolem Tatr

ŚWIATOWY HIMALAIZM TRIUMFUJE

  • K2 – zdobyty zimą!

Nasza księgarnia

Stanisław Moniuszko w Wilnie
Pejzaż Wilna. Wędrówki fotografa w słowie i w obrazie

przeglądaj wszystkie

prześlij swojeStare fotografie

Historia na mapie